Martwy sezon w firmie: co strona ma robić, zanim znowu zacznie się ruch
W wulkanizacji pod Radomiem przez trzy tygodnie listopada nie da się odebrać telefonu, bo oba podnośniki chodzą od siódmej rano. Właściciel notuje wtedy w głowie: „w tym roku wreszcie zrobię coś ze stroną”. W lutym ma czas, warsztat świeci pustkami, ale strona nagle przestaje być pilna, bo przecież nikt nie szuka opon. Wraca do tematu w październiku, dopisuje na stronie sekcję o wymianie sezonowej i czeka, aż Google przyśle klientów. Google przysyła ich w marcu, kiedy szczyt już minął.
To nie jest historia o lenistwie. To jest historia o tym, że firma sezonowa i wyszukiwarka pracują w innym rytmie, i jeśli tego nie wyrównasz, zawsze będziesz o jeden sezon do tyłu. Poniżej rozpisuję, ile trzeba wyprzedzać popyt, jak sprawdzić własny kalendarz zapytań i co robić ze stroną wtedy, gdy w firmie jest cicho.
Wyszukiwarka reaguje z opóźnieniem, którego nie da się przyspieszyć
Nowa podstrona albo nowy wpis rzadko wchodzi do wyników od razu. Najpierw musi zostać zindeksowany, potem Google sprawdza go na niskich pozycjach, zbiera dane o tym, czy ludzie w niego klikają i czy zostają. Dopiero po kilku takich cyklach tekst ląduje tam, gdzie ma być. Przy nowej stronie w niszy lokalnej to zwykle 2 do 4 miesięcy do sensownej widoczności, przy stronie, która już ma historię, bywa szybciej, ale rzadko poniżej sześciu tygodni.
Teraz nałóż na to sezon. Jeśli piszesz o klimatyzacji w lipcu, gdy telefon się urywa, tekst zaczyna łapać pozycje we wrześniu, kiedy nikt już nie szuka montażu. Przez zimę leży, w maju jest gotowy i wtedy faktycznie zaczyna pracować. Efekt jest dobry, tylko przyszedł rok później, niż myślałeś. Kolejność, która działa, jest odwrotna od naturalnej: piszesz wtedy, gdy masz czas, czyli poza sezonem, a zbierasz wtedy, gdy masz ruch.
Ile tygodni wyprzedzenia potrzebuje Twoja branża
Wyprzedzenie liczy się od momentu, w którym ludzie zaczynają szukać, a nie od momentu, w którym kupują. Te dwie daty potrafią dzielić tygodnie, przy weselach nawet rok. Poniżej widełki, które sprawdzają się w małych firmach usługowych.
| Branża | Szczyt zapytań | Kiedy publikować |
|---|---|---|
| Wymiana opon | koniec października, marzec | 6-8 tygodni wcześniej |
| Klimatyzacja, montaż | maj i czerwiec | 10-12 tygodni wcześniej |
| Ogrody, zakładanie trawnika | marzec i kwiecień | 10-12 tygodni wcześniej |
| Remonty mieszkań | styczeń, wrzesień | 8-10 tygodni wcześniej |
| Wesela, fotografia ślubna | zapytania rok wcześniej | 6-9 miesięcy wcześniej |
| Sprzątanie po remoncie | cała wiosna | 8 tygodni wcześniej |
Jeśli Twojej branży nie ma w tabeli, przyjmij osiem tygodni jako punkt startowy i skoryguj go po pierwszym roku obserwacji. Lepiej być gotowym za wcześnie niż o dwa tygodnie za późno, bo tekst, który wszedł przed czasem, po prostu poczeka.
Sprawdź, kiedy naprawdę rosną zapytania, zamiast zgadywać
Przeczucie właściciela zwykle wskazuje moment, w którym zaczynają dzwonić telefony. Wyszukiwarka wyprzedza ten moment o kilka tygodni, bo ludzie najpierw czytają, potem dzwonią. Masz trzy darmowe sposoby, żeby zobaczyć własny kalendarz.
- Google Trends, widok „ostatnie 5 lat”, region zawężony do województwa. Wpisz swoją główną frazę i zobacz, w którym tygodniu krzywa zaczyna iść w górę. To jest Twoja data startu, nie szczyt.
- Search Console, zakładka z zapytaniami, zakres 16 miesięcy. Tu widzisz nie ogólny trend, tylko własne wyświetlenia. Jeśli nie wiesz, jak to czytać, opisaliśmy to krok po kroku w tekście o Search Console po ludzku.
- Własne faktury z zeszłego roku, posortowane po dacie. Cofnij się o sześć tygodni od pierwszej fali zleceń i masz przybliżony moment, w którym klienci zaczęli szukać.
Zrób to raz, zapisz daty w kalendarzu telefonu jako przypomnienia i masz gotowy plan publikacji na cały rok bez zastanawiania się co miesiąc od nowa.
Strona poza sezonem nie musi wyglądać tak samo
Firma sezonowa najczęściej sprzedaje kilka usług o różnych szczytach. Strona zwykle pokazuje je w tej samej kolejności przez cały rok, choć wystarczyłoby przesunąć akcenty dwa razy w sezonie. Co warto zmieniać:
- kolejność usług na stronie głównej, żeby ta aktualna była pierwsza, a nie trzecia od dołu;
- główne wezwanie do działania, bo „umów wymianę na konkretny dzień” i „zapisz się na wiosenny przegląd” to dwie różne obietnice;
- godziny i dostępność, jeśli w szczycie pracujesz dłużej, a poza sezonem tylko do południa;
- zdjęcie na górze strony, bo warsztat w śniegu w lipcu wygląda dziwnie;
- krótka informacja o terminach, kiedy masz kolejkę, na przykład „najbliższy wolny termin: za 10 dni”. To odsiewa osoby, które i tak nie poczekają.
Reszta strony zostaje bez zmian, więc jest to praca na kwadrans, nie przebudowa. W tekście o tym, co aktualizować na stronie firmowej, rozpisaliśmy to szerzej razem z rzeczami, które warto sprawdzać niezależnie od pory roku.
Cisza w warsztacie to najlepszy moment na rzeczy, na które nigdy nie ma czasu
W szczycie sezonu nikt nie robi zdjęć realizacji, bo trzeba pracować. Poza sezonem można zrobić wszystko to, co potem zasila stronę przez kolejne dwanaście miesięcy: przejrzeć telefon i wybrać zdjęcia „przed i po”, zamówić dwie godziny fotografa na wnętrze zakładu i ludzi przy pracy, spisać trzy realizacje z zeszłego roku razem z ceną i terminem, uporządkować cennik.
Jest jeszcze jedna rzecz, której nie da się nadrobić w szczycie: opinie. Klient z listopada nie wystawi Ci opinii w lutym, bo już nie pamięta. Ale możesz w martwym sezonie napisać do dwudziestu osób z zeszłego sezonu z prostą prośbą i część odpowie. Trzy nowe opinie w lutym pracują na Ciebie przez cały następny szczyt.
Poza sezonem sprawdza się też zwykła oferta przedsprzedażowa: przegląd klimatyzacji w marcu taniej niż w czerwcu, zaliczka na termin remontu we wrześniu płacona w lipcu. Nie chodzi o rabat dla samego rabatu, tylko o wyrównanie przychodów i o to, żeby wejść w szczyt z kalendarzem już częściowo zapełnionym.
Kiedy blog pisze się sam, kalendarz przestaje być Twoim problemem
Najsłabsze ogniwo w tym wszystkim jest zawsze to samo: trzeba usiąść i napisać tekst wtedy, gdy nikt o niego nie prosi. Dlatego w Sitario strona nie kończy się na publikacji. System patrzy, czego ludzie naprawdę szukają w Twojej okolicy, i sam proponuje tematy, zanim popyt urośnie, a Ty dostajesz gotowy szkic do akceptacji w panelu. Raz w tygodniu przychodzi krótkie podsumowanie po ludzku: co się wyświetlało, co rośnie, co warto poprawić.
Sama strona firmowa to koszt jednorazowy 249 zł w pakiecie Start, razem z pierwszym rokiem hostingu; domenę dokupujesz według cennika rejestratora i jest zarejestrowana na Twoje dane. Dodatek blogowy kosztuje 49 zł miesięcznie za pulę 20 000 znaków, czyli 4-5 typowych artykułów, albo 69 zł jednorazowo za tę samą pulę bez subskrypcji. Dla firmy sezonowej ten drugi wariant bywa rozsądniejszy: kupujesz pakiet w styczniu, wypuszczasz teksty pod wiosnę i nie płacisz nic przez resztę roku. Jak to działa od środka, opisaliśmy w tekście o blogu, który pisze się sam.
Kiedy ten kalendarz nie jest Ci potrzebny
Jeśli prowadzisz firmę bez wyraźnych szczytów, na przykład biuro rachunkowe czy warsztat obsługujący floty, całe planowanie z wyprzedzeniem daje niewiele. Wtedy lepiej pisać regularnie o tym, o co pytają klienci, i nie kombinować z sezonami. Podpowiedzi, skąd brać takie tematy, znajdziesz w tekście o tym, o czym pisać na blogu firmowym.
Drugi przypadek: jeśli w szczycie i tak odmawiasz zleceń, bo nie masz mocy przerobowych, dokładanie ruchu z wyszukiwarki nic nie zmieni. Wtedy realnym problemem jest cena albo obsada, nie widoczność, i strona tego za Ciebie nie rozwiąże.
Co zrobić w tym tygodniu
Otwórz Google Trends, sprawdź jeden termin startu dla swojej głównej usługi i odejmij od niego osiem tygodni. Wpisz tę datę do kalendarza z notatką, jaki tekst ma być wtedy gotowy. Potem zrób dwa zdjęcia z ostatniej realizacji, póki jeszcze pamiętasz szczegóły, i napisz do pięciu klientów z prośbą o opinię. Cały martwy sezon jest po to, żeby następny szczyt zaczął się od pełnego kalendarza, a nie od pustego warsztatu i pytania, dlaczego nikt nie dzwoni.