Google Search Console po ludzku: cztery raporty, które wystarczą małej firmie
Ktoś podpiął Ci to przy stawianiu strony albo zrobiłeś to sam, bo w każdym poradniku o SEO pisali, że trzeba. Od tamtej pory Search Console przypomina o sobie mailem raz na jakiś czas, Ty wchodzisz, widzisz wykres i dwadzieścia pozycji w menu po lewej („Ulepszenia”, „Wygoda korzystania ze strony”, „Linki”, „Ustawienia”), po czym zamykasz kartę z poczuciem, że pewnie przegapiłeś coś ważnego.
Nie przegapiłeś. To narzędzie zaprojektowano dla ludzi zajmujących się wyszukiwarkami zawodowo i pokazuje wszystko, co Google ma na temat Twojej strony. Właścicielowi zakładu, który chce wiedzieć, czy warto dalej dokładać treści, wystarczą cztery ekrany. Poniżej: które to ekrany, co z nich naprawdę wynika i czego lepiej nie oglądać wcale, żeby nie wyciągać złych wniosków.
Analytics mówi, co się stało na stronie. Search Console mówi, co się stało przed nią
To rozróżnienie oszczędza sporo nerwów, bo połowa pytań w stylu „dlaczego nie widzę u siebie żadnych fraz” bierze się z zaglądania do niewłaściwego narzędzia. Google Analytics zaczyna liczyć dopiero wtedy, gdy człowiek już wszedł na Twoją stronę: ile osób, skąd, jak długo zostały. Search Console pokazuje etap wcześniejszy, ten w samej wyszukiwarce. Na jakie hasła Google wyświetlił Twój link, ile razy, na którym miejscu, czy ktokolwiek kliknął i czy wyszukiwarka w ogóle wie o istnieniu Twoich podstron.
Dla małej firmy usługowej ta druga perspektywa bywa ciekawsza. Wiadomość, że w zeszłym miesiącu ktoś 40 razy zobaczył Twój link na hasło „naprawa pralek Ursynów”, niesie więcej niż średni czas sesji wynoszący minutę i osiem sekund.
Raport 1: Skuteczność, czyli cztery liczby na jednym ekranie
Wchodzisz w „Skuteczność” i pierwsze, co robisz, to klikasz wszystkie cztery kafelki nad wykresem. Domyślnie zaznaczone są tylko kliknięcia, a sens pojawia się dopiero w zestawieniu czterech liczb naraz.
| Liczba | Co znaczy | Kiedy jest sygnałem |
|---|---|---|
| Wyświetlenia | ile razy Twój link pokazał się w wynikach | zero po dwóch miesiącach: problem z indeksacją albo brak treści |
| Kliknięcia | ile osób weszło na stronę | dużo wyświetleń, mało kliknięć: tytuł nie mówi, czym się zajmujesz |
| CTR | jaki procent oglądających klika | poniżej 1% przy wysokich wyświetleniach zwykle oznacza daleką pozycję |
| Średnia pozycja | które miejsce średnio zajmujesz | 8-15 znaczy, że jesteś tuż za progiem i warto dołożyć treści |
Ustaw zakres na trzy miesiące zamiast domyślnych 28 dni, bo przy małej stronie krótszy okres to w większości szum. I od razu rzecz, którą łatwo źle odczytać: średnia pozycja miesza wszystkie frazy razem, więc wynik 14 nie znaczy „jestem czternasty w Google”, tylko że na jedno hasło jesteś trzeci, na drugie dwudziesty piąty, a średnia wypadła pośrodku.
Raport 2: Zapytania, czyli gotowa lista tematów
Ten sam ekran, zakładka „Zapytania” pod wykresem. To najbardziej praktyczna rzecz w całym narzędziu, a większość ludzi ogląda ją przez pół minuty i nigdy z niej nie korzysta.
Masz tu listę haseł, na które Google już Cię pokazuje. Nie takich, na które chciałbyś się pokazywać, tylko realnych, wpisanych przez ludzi z Twojej okolicy. Posortuj po wyświetleniach i zjedź do haseł ze średnią pozycją między 8 a 20, czyli tam, gdzie jesteś blisko, ale nie tam, gdzie ktokolwiek klika.
Przykład z zakładu ślusarskiego: w zapytaniach wychodzi „dorabianie kluczy samochodowych cena” na pozycji 12, dziewiętnaście wyświetleń, zero kliknięć, a na stronie jest o tym jedno zdanie w liście usług. To gotowy temat na osobną podstronę albo wpis: jakie klucze się dorabia, ile to trwa, od czego zależy cena, co trzeba przynieść ze sobą. Po takim tekście pozycja 12 potrafi przesunąć się w okolice piątej, a piąta to już telefony. Jak wybierać takie tematy, opisaliśmy szerzej w tekście o czym pisać na blogu firmowym.
Widać tu też rzecz odwrotną: hasła bez związku z tym, co robisz. Jeśli Google pokazuje Cię ludziom szukającym usługi, której nie świadczysz, któryś tekst na stronie obiecuje coś, czego u Ciebie nie ma.
Raport 3: Strony, czyli która podstrona pracuje
Przełącz zakładkę z „Zapytania” na „Strony”. Te same liczby, tylko w rozbiciu na konkretne adresy.
Typowy obraz w małej firmie wygląda tak: strona główna zbiera 70% wyświetleń, jedna podstrona usługowa coś łapie, a pozostałe trzy mają po kilka wyświetleń miesięcznie i zero kliknięć. To nie porażka, tylko informacja. Podstrona, która po pół roku ma trzy wyświetlenia, zwykle jest za krótka (dwa akapity i lista) albo opisuje usługę innymi słowami niż klienci. Warto ją przepisać, zanim dołożysz piątą.
Rzadziej, ale cenniej, zdarza się sytuacja odwrotna: podstrona, o której zdążyłeś zapomnieć, zbiera połowę ruchu z wyszukiwarki. Wtedy wiadomo, gdzie umieścić formularz i numer telefonu.
Raport 4: Indeksowanie stron, czyli czy Google w ogóle Cię widzi
W menu po lewej znajdziesz „Indeksowanie stron”. Ekran dzieli Twoje adresy na zaindeksowane i niezaindeksowane, a Ciebie interesuje jedno pytanie: czy liczba zaindeksowanych zgadza się mniej więcej z liczbą podstron, które faktycznie masz.
Jeśli masz osiem podstron, a zaindeksowane są dwie, żadne pisanie ani zdobywanie linków nie pomoże, bo Google nie ma czego pokazać. Przy każdym niezaindeksowanym adresie zobaczysz powód. „Wykryta, obecnie nie zindeksowana” znaczy po ludzku „widzę tę stronę, na razie nie uznałem jej za wartą pokazania”, czyli najczęściej za mało treści. Sam temat indeksacji rozwinęliśmy osobno: dlaczego mojej strony nie ma w Google.
Na górze ekranu jest jeszcze pole „Sprawdź URL”. Wklejasz adres nowej podstrony, klikasz „Poproś o zindeksowanie” i tyle. To nie przyspiesza pozycji, tylko moment, w którym Google zauważa, że coś nowego u Ciebie powstało.
Czego nie oglądać i dlaczego dzienne wykresy kłamią
Reszta menu jest zaprojektowana pod duże serwisy. „Linki” przy stronie lokalnej firmy pokazują zwykle katalog, wizytówkę i profil na Facebooku, więc nie ma tam czego analizować, a raporty o wygodzie korzystania mają sens przy tysiącach adresów, gdzie jeden błąd szablonu psuje pół serwisu.
Osobna pułapka to wykres dzienny. Przy stronie z trzydziestoma kliknięciami miesięcznie słupki dzień po dniu wyglądają jak sejsmograf: poniedziałek pięć kliknięć, wtorek zero, środa cztery. Nie wynika z tego nic poza tym, że we wtorek nikt nie miał awarii. Dane z ostatnich dwóch, trzech dni bywają dodatkowo niepełne, bo Google je jeszcze przelicza. Patrz na miesiące, nie na dni.
Dziesięć minut raz w miesiącu
Nie ma sensu wchodzić tam częściej. Rytm, który sprawdza się u jednoosobowej firmy: pierwszego dnia miesiąca otwierasz Skuteczność, ustawiasz trzy miesiące i zapisujesz w notatniku cztery rzeczy:
- wyświetlenia i kliknięcia z ostatnich trzech miesięcy,
- dwie nowe frazy, które pojawiły się od poprzedniego razu,
- jedną frazę z pozycją 8-20, o której warto napisać,
- liczbę zaindeksowanych podstron.
Po trzech takich notatkach masz własną historię, czego nie da Ci żaden wykres. Widzisz, czy przybywa fraz, na które Google w ogóle Cię pokazuje, a ten akurat wskaźnik rośnie powoli i uczciwie. Szerszy przegląd liczb, także tych spoza Search Console, zebraliśmy w tekście skąd wiedzieć, czy Twoja strona w ogóle działa.
Kiedy danych jest za mało na jakiekolwiek wnioski
Poniżej mniej więcej stu kliknięć miesięcznie procenty przestają cokolwiek znaczyć. Jedno zapytanie więcej robi „wzrost o 50 procent”, jedno mniej robi „spadek o jedną trzecią”, obie liczby są prawdziwe i obie nic nie warte. Porównuj wtedy kwartał do kwartału i patrz na kierunek.
Świeża strona to osobny przypadek. Przez pierwsze cztery do sześciu tygodni Search Console pokazuje niemal pustkę i tak ma być, bo Google potrzebuje czasu, żeby zauważyć nowy adres i przejrzeć podstrony.
Jak to wygląda w Sitario
Każdą stronę, którą robimy, zgłaszamy przy publikacji do usługi Google dla wyszukiwarek, a mapa witryny generuje się sama i sama łapie nowe podstrony i wpisy bloga. Nie musisz nic klikać ani weryfikować plikiem na serwerze.
Cztery raporty z tego tekstu masz przełożone na zakładkę Statystyki w panelu: wyświetlenia, kliknięcia, średnią pozycję, frazy i podstrony, które je zbierają. Do tego liczymy zapytania, czyli wysłany formularz, klik w numer telefonu i klik w adres e-mail, czego sama Search Console nie robi. Raz w tygodniu czeka krótkie podsumowanie napisane po polsku, całym zdaniem. Możesz też zapytać analityka AI zwykłym językiem („na jakie hasła jestem blisko dziesiątki”), a gdy z odpowiedzi wynika konkretna poprawka, uruchamiasz ją jednym kliknięciem. Historia danych zależy od pakietu: 7 dni w Start, 28 dni w Biznes, pełna historia z podziałem na podstrony w Premium.
Strona kosztuje 249 zł jednorazowo, z pierwszym rokiem hostingu w cenie, a odnowienie od drugiego roku zaczyna się od 149 zł rocznie. Rozbicie kosztów opisaliśmy w tekście ile kosztuje strona internetowa dla firmy.
Kiedy to nie jest dla Ciebie
Przy sklepie z kilkuset produktami potrzebujesz surowego dostępu do Search Console i filtrów po katalogach, bo problemy indeksacyjne wyglądają tam zupełnie inaczej. Uproszczony widok będzie Ci przeszkadzał.
Jeśli współpracujesz z agencją SEO albo masz w firmie kogoś od marketingu, ta osoba i tak zechce pełny panel Google, eksporty i porównania okresów. Streszczenie po ludzku niczego jej nie ułatwi.
Bywa też, że klienci przychodzą wyłącznie z polecenia, a strona pełni funkcję wizytówki pokazywanej przy pierwszym kontakcie. Raporty będą wtedy pustawe i nic złego się nie dzieje, po prostu sprzedaż mierzy się u Ciebie telefonem, nie wyszukiwarką.
Podsumowanie
Małej firmie wystarczą z Search Console cztery ekrany: Skuteczność (cztery liczby razem), Zapytania (gotowe tematy do napisania), Strony (co pracuje, co leży) i Indeksowanie (czy Google Cię widzi). Reszta menu została zrobiona dla kogoś innego.
Wchodź tam raz w miesiącu, patrz na trzy miesiące zamiast na wczoraj i zapisuj cztery liczby. Po kwartale będziesz wiedzieć o swojej stronie więcej niż większość firm w okolicy.