Skąd wiedzieć, czy Twoja strona w ogóle działa? Statystyki po ludzku
Masz stronę od czterech miesięcy. Wisi pod Twoją domeną, wygląda porządnie, znajomi mówili, że ładna. I to w zasadzie wszystko, co o niej wiesz. Czy ktokolwiek na nią wchodzi? Czy Google ją komukolwiek pokazuje? Te dwa telefony z zeszłego tygodnia przyszły ze strony, czy z polecenia sąsiada? Nie wiesz i trochę wstyd zapytać, bo wydaje się, że właściciel firmy powinien to wiedzieć.
Nie powinien, jeśli nikt mu tego nie pokazał. Narzędzia, które mają odpowiadać na te pytania, są projektowane dla działów marketingu w dużych firmach, nie dla właścicielki salonu z trzema fotelami. Otwierasz Google Analytics, widzisz dwadzieścia wykresów, cztery zakładki i słowo „konwersje”, zamykasz kartę i wracasz do roboty. Poniżej: które liczby faktycznie coś mówią małej firmie usługowej, czego możesz w ogóle nie oglądać i czego realnie spodziewać się w tydzień, miesiąc i kwartał po starcie.
Cztery liczby, reszta to szum
Dla firmy, która chce po prostu wiedzieć, czy strona pracuje, wystarczą cztery rzeczy. Nie dwadzieścia.
| Liczba | Na jakie pytanie odpowiada | Co z nią zrobić |
|---|---|---|
| Wyświetlenia w Google | Czy wyszukiwarka w ogóle mnie pokazuje? | Rosną = Google widzi więcej Twoich podstron |
| Kliknięcia z Google | Ilu ludzi wybrało właśnie Ciebie z listy wyników? | Dużo wyświetleń, mało kliknięć = słaby tytuł albo daleka pozycja |
| Frazy, na które wchodzą | Czego ci ludzie faktycznie szukali? | Najlepsze źródło tematów i braków w ofercie |
| Zapytania (formularz, telefon, e-mail) | Czy z tego ruchu coś wynika? | Jedyna liczba, którą liczy się w złotówkach |
Zwróć uwagę na kolejność: to jest lejek. Google Cię pokazuje, część ludzi klika, część klikających pisze albo dzwoni. Jeśli któryś stopień jest pusty, wiadomo, gdzie szukać problemu, i nie trzeba do tego żadnego kursu. Zero wyświetleń po dwóch miesiącach oznacza zwykle, że strona nie jest jeszcze porządnie zaindeksowana, a to osobna historia, opisana w tekście dlaczego mojej strony nie ma w Google. Sto wyświetleń i zero kliknięć to co innego: jesteś na dziewiątej pozycji albo Twój tytuł w wynikach nie mówi, czym się zajmujesz.
Najczęstszy błąd polega na patrzeniu wyłącznie na „wejścia”. To liczba, która ładnie wygląda i niczego nie rozstrzyga, bo do wejść wliczają się Twoje własne odwiedziny, znajomi, boty i człowiek, który trafił przypadkiem. Zapytanie z formularza waży więcej niż sto wejść.
Czego w Google Analytics możesz nie rozumieć i nic się nie stanie
Analytics pokazuje współczynnik odrzuceń, średni czas sesji, ścieżki użytkowników, zdarzenia, atrybucję. To wszystko ma sens przy sklepie z tysiącem wizyt dziennie, gdzie różnica dwóch procent to realne pieniądze. Przy stronie hydraulika z Piaseczna, która ma czterdzieści wizyt w tygodniu, te wskaźniki skaczą losowo i wyciąganie z nich wniosków jest zgadywaniem z wykresem w tle.
Wysoki współczynnik odrzuceń brzmi groźnie, a często znaczy tylko tyle, że ktoś wszedł, zobaczył numer telefonu i zadzwonił. Zrobił dokładnie to, o co Ci chodziło, a statystyka policzyła to jako porażkę. Krótki czas na stronie u firmy usługowej bywa dobrym znakiem, nie złym.
Warto też wiedzieć, że wyświetlenia i frazy nie biorą się z Analytics. Pochodzą z bezpłatnej usługi Google dla właścicieli stron (Search Console), którą trzeba osobno podpiąć i potwierdzić. Sporo osób miesiącami patrzy w Analytics, dziwi się, że nie widzi żadnych fraz, i nie wie, że po prostu patrzy w niewłaściwe narzędzie.
Jedno zdanie bije każdy wykres
Wykres wymaga interpretacji, a interpretacja wymaga czasu, którego nie masz między jednym zleceniem a drugim. Zdanie nie wymaga niczego:
W tym tygodniu 34 osoby weszły z Google, najwięcej na frazę „wymiana bojlera cena”, dwie wysłały formularz, jedna kliknęła w numer telefonu.
Cztery sekundy czytania i wiesz trzy rzeczy: strona żyje, ludzie szukają konkretnej usługi, jest z tego ruch w telefonie. Wiesz też, o czym warto napisać następny tekst, bo skoro ktoś szuka ceny wymiany bojlera, to prawdopodobnie szuka jej też dwadzieścia innych osób w okolicy.
Dlatego u nas cotygodniowe podsumowanie w panelu jest napisane po polsku, całym zdaniem, a nie tylko narysowane. Wykres zostaje dla tych, którzy lubią patrzeć. Więcej o tym, co powinno dziać się ze stroną po publikacji, jest w osobnym wpisie: co robi strona po publikacji.
Czego spodziewać się w tydzień, miesiąc i kwartał
Uczciwie, bez podkręcania. Poniższe widełki dotyczą typowej lokalnej firmy usługowej z jednym miastem w zasięgu, bez płatnych reklam.
| Kiedy | Co zwykle widać | Czego jeszcze nie ma |
|---|---|---|
| Pierwsze 48 godzin | pierwsze dane w panelu, Twoje własne wizyty | Google jeszcze się rozgląda |
| Tydzień 1-2 | pojedyncze wyświetlenia na nazwę firmy, wejścia z wizytówki i Facebooka | fraz usługowych praktycznie brak |
| Miesiąc 1 | kilkadziesiąt wyświetleń, pierwsze kliknięcia, może pierwsze zapytanie | stabilnych pozycji |
| Miesiąc 3 | frazy usługowe zaczynają się pojawiać, ruch policzalny w setkach wyświetleń | powtarzalnego strumienia leadów |
| Miesiąc 6-12 | długi ogon pytań, jeśli na stronie przybywa treści | efektu, jeśli strona stoi w miejscu od startu |
Ten ostatni wiersz jest najważniejszy w całej tabeli. Strona, która od dnia publikacji ma te same cztery podstrony, w szóstym miesiącu wygląda w statystykach mniej więcej tak samo jak w drugim. Nie dlatego, że jest zła, tylko dlatego, że odpowiada na tyle samo pytań co wtedy. Rozwinięcie tego wątku znajdziesz w tekście kiedy strona zacznie przynosić klientów.
Kiedy liczb jest po prostu za mało
Jest granica, poniżej której dane niczego nie dowodzą, a mimo to kuszą do wniosków. Przy kilkunastu wejściach tygodniowo jedno zapytanie więcej robi „wzrost o 100 procent”, a jedno mniej robi „spadek o połowę”. Obie liczby są prawdziwe i obie są bez wartości.
Praktyczna zasada: przy ruchu poniżej mniej więcej stu kliknięć z Google miesięcznie porównuj miesiąc do miesiąca, nigdy tydzień do tygodnia, i patrz na kierunek zamiast na procenty. Zamiast pytać „czy w tym tygodniu było lepiej”, zapytaj „czy w ciągu trzech miesięcy przybyło fraz, na które w ogóle się pokazuję”. Ta druga liczba rośnie wolno i uczciwie.
Jeśli po trzech miesiącach lejek jest pusty na samej górze (zero wyświetleń), to nie jest problem z analizą danych, tylko z indeksacją albo z tym, że strona nie ma treści, którą Google mógłby pokazać. Wtedy dane są dobrym posłańcem: mówią wprost, że nie ma czego mierzyć, i oszczędzają Ci trzech miesięcy czekania na cud.
Jak to rozwiązujemy w Sitario
Każda strona, którą robimy, ma analitykę skonfigurowaną przy publikacji, bez klikania z Twojej strony: Google Analytics z banerem zgód (RODO), rejestrację w usłudze Google dla wyszukiwarek i zliczanie zapytań, czyli wysłany formularz, klik w numer telefonu i klik w adres e-mail. Pierwsze dane pojawiają się mniej więcej po 48 godzinach.
W zakładce Statystyki widzisz to, co opisałem wyżej: zapytania, kliknięcia i wyświetlenia w Google, średnią pozycję i frazy, na które ludzie wchodzą. Co tydzień czeka krótkie podsumowanie napisane po polsku. Jeśli chcesz wiedzieć więcej, pytasz analityka AI zwykłym zdaniem („na co ludzie wchodzą najczęściej i czego u mnie brakuje”) i dostajesz odpowiedź z liczbami, a gdy z odpowiedzi wynika konkretna poprawka na stronie, wykonujesz ją jednym kliknięciem. Historia danych zależy od pakietu: 7 dni w Start, 28 dni w Biznes, pełna historia z podziałem na podstrony w Premium.
Cena strony to 249 zł jednorazowo, z pierwszym rokiem hostingu w środku, a odnowienie od drugiego roku zaczyna się od 149 zł rocznie. Analitykę można też podmienić na własne Google Analytics albo wyłączyć całkiem jednym przełącznikiem, jeśli po prostu nie chcesz jej mieć. Rozbicie kosztów opisaliśmy w tekście ile kosztuje strona internetowa dla firmy.
Kiedy to nie jest dla Ciebie
Jeśli prowadzisz sklep internetowy z setkami zamówień miesięcznie, potrzebujesz pełnej analityki e-commerce z koszykiem, atrybucją i śledzeniem produktów. Nasze cztery liczby będą dla Ciebie za płytkie i lepiej wyjdziesz na porządnie skonfigurowanym Analytics z pomocą specjalisty.
Jeśli masz w firmie osobę od marketingu, która sama układa raporty i lubi grzebać w danych, cotygodniowe podsumowanie po ludzku nic jej nie da. Jej potrzebny jest surowy dostęp, nie streszczenie.
I jeśli Twoi klienci przychodzą wyłącznie z polecenia, a strona ma być wizytówką do pokazania przy pierwszym kontakcie, statystyki będą pustawe i to jest w porządku. Strona nadal robi swoje, po prostu mierzy się ją wtedy telefonem, nie wykresem.
Podsumowanie
Żeby wiedzieć, czy strona działa, nie trzeba rozumieć Analytics. Trzeba znać cztery liczby (wyświetlenia, kliknięcia, frazy, zapytania), czytać je jako lejek i nie wyciągać wniosków z tygodnia, w którym wszedł jeden człowiek więcej. Reszta wskaźników to narzędzie dla kogoś innego.
Jeśli szukasz odpowiedzi na szersze pytanie, czyli czy strona faktycznie przynosi klientów, a nie tylko odwiedziny, napisaliśmy o tym osobno: skąd wiedzieć, czy strona przynosi klientów.