Strona opublikowana — i co dalej? Co powinna robić strona firmowa po starcie
Strona poszła w świat w czwartek. W piątek wysłałeś link kilku osobom, w sobotę pokazałeś ją w rodzinie, w poniedziałek wkleiłeś adres do wizytówki Google i na fanpage. Potem zapadła cisza. Minęły trzy tygodnie, telefon dzwoni dokładnie tyle samo razy co wcześniej i zaczynasz się zastanawiać, czy tak ma być, czy coś poszło nie tak.
Zwykle nie poszło nic. Świeża strona potrzebuje czasu i nie da się tego obejść. Ale jest różnica między stroną, która czeka, i stroną, która pracuje, a większość właścicieli małych firm nigdy nie usłyszała, że taki wybór w ogóle istnieje. Dostali plik, hasło do panelu i uścisk dłoni. Nikt im nie powiedział, że dzień publikacji jest pierwszym dniem projektu, nie ostatnim.
Google nie ocenia strony raz na zawsze
Wyszukiwarka nie wystawia stronie oceny w dniu startu i nie zamyka teczki. Sprawdza ją od nowa przy każdej wizycie robota, a to, co widzi, zmienia pozycje w obie strony. Strona z czterema podstronami może odpowiadać najwyżej na kilka pytań: nazwę Twojej firmy i dwie, trzy najbardziej oczywiste frazy usługowe. Na tych frazach walczysz z każdą firmą w mieście, więc trafiasz mniej więcej tam, gdzie sięga siła Twojej domeny, czyli na starcie nisko.
Cała reszta ruchu w małych firmach lokalnych bierze się z pytań, których nikt nie planuje: „ile kosztuje wymiana baterii w łazience”, „czy trzeba wyłączać wodę w całym bloku”, „co zrobić, gdy piec gaśnie w nocy”. Każde z nich to osobne zapytanie, o które nikt się specjalnie nie bije, i każde może przyprowadzić klienta, który za pół godziny podniesie słuchawkę. Strona bez treści nie odpowiada na żadne z nich, bo nie ma czym.
| Strona, która czeka | Strona, która pracuje | |
|---|---|---|
| Treść po pół roku | ta sama co w dniu startu | kilkanaście tekstów o realnych pytaniach klientów |
| Frazy w Google | nazwa firmy i może jedna usługa | dziesiątki zapytań z długiego ogona |
| Twoja wiedza o wynikach | „chyba ktoś wchodzi” | wejścia, frazy, liczba zapytań z formularza |
| Reakcja na problem | po roku, gdy ktoś zwróci uwagę | w tygodniu, w którym problem się pojawił |
Trzy rzeczy, które powinny dziać się bez Ciebie
Nie chodzi o to, żebyś został specjalistą od SEO. Chodzi o to, żeby po starcie działy się trzy rzeczy, niezależnie od tego, kto je wykonuje.
Na stronie przybywa treści, i to nie przypadkowych. Nie chodzi o firmowe aktualności w stylu „wróciliśmy z urlopu”. Chodzi o teksty odpowiadające na pytania, które ludzie faktycznie wpisują w wyszukiwarkę w Twojej branży i okolicy. Jeden taki tekst potrafi pracować latami.
Ktoś patrzy w liczby i mówi Ci, co z nich wynika. Nie wykres, tylko zdanie. „W tym tygodniu 34 osoby weszły z Google, najwięcej na frazę o wymianie opon, dwie wysłały formularz.” Tyle wystarczy, żeby wiedzieć, czy strona żyje.
Wnioski zamieniają się w zmiany na stronie. Jeśli z danych wychodzi, że ludzie szukają usługi, której nie ma w Twojej ofercie na stronie, to sam wniosek jest bezwartościowy, dopóki ktoś nie dopisze tej sekcji.
Rozpisałem to wyżej jako trzy punkty, bo tak jest czytelniej, ale w praktyce to jeden łańcuch: dane pokazują temat, temat staje się artykułem albo poprawką, poprawka wraca do danych za trzy tygodnie.
Ile to zajmuje, jeśli robisz to sam
Można to wszystko robić samodzielnie i wielu właścicieli tak robi. Warto tylko wiedzieć, na co się piszesz, zanim postanowisz „zająć się stroną od września”.
| Zadanie | Ile realnie zajmuje miesięcznie |
|---|---|
| Wyciągnięcie fraz z Search Console i wybór tematów | 1-2 godziny |
| Napisanie dwóch przyzwoitych artykułów | 4-6 godzin |
| Przejrzenie statystyk i wyciągnięcie wniosków | 1 godzina |
| Wprowadzenie poprawek na stronie | 1-2 godziny |
Wychodzi 7 do 11 godzin miesięcznie, czyli półtora dnia roboczego. Dla hydraulika z Piaseczna, który ma kalendarz zapchany do środy, to nie jest kwestia lenistwa, tylko arytmetyki. Dlatego większość stron małych firm wygląda po dwóch latach dokładnie tak samo jak w dniu publikacji, a właściciel jest przekonany, że „strona nie działa”. Ona działa dokładnie tak, jak może działać strona, której nikt nie dotknął od 2024 roku.
Druga droga to zlecenie tego na zewnątrz. Copywriter za tekst bierze zwykle 150 do 400 zł, agencja SEO z opieką contentową zaczyna się od 800 zł miesięcznie w górę. To sensowne pieniądze przy firmie, która z internetu ma większość zleceń. Przy warsztacie, który dostaje trzy zapytania miesięcznie, rachunek się nie domyka. Pełne widełki wszystkich dróg rozpisałem w tekście ile kosztuje strona internetowa dla firmy.
Trzecia droga: strona, która robi to sama
To jest miejsce, w którym opowiadam o naszym rozwiązaniu, więc czytaj z odpowiednią rezerwą. Sitario zaczynało jako sposób na szybkie postawienie strony (opisujesz firmę w formularzu, po około godzinie oglądasz gotową stronę i płacisz dopiero wtedy, gdy Ci się spodoba), ale sama publikacja przestała być końcem usługi.
Po starcie dzieje się to, co opisałem wyżej, tylko bez Twoich siedmiu godzin. Autoblog czyta realne wyszukiwania z Google i proponuje tematy, na które Twoja strona ma szansę się pokazać, a Ty albo akceptujesz je w panelu, albo włączasz pełny automat. Raz w tygodniu czeka na Ciebie krótkie podsumowanie po polsku: ile osób weszło, na jakie frazy, co z tego wynika. Leady, kliknięcia w numer telefonu i w adres e-mail liczymy od pierwszego dnia. A gdy chcesz zapytać o coś konkretnego, piszesz do analityka AI zwykłym zdaniem i dostajesz odpowiedź z liczbami, razem z przyciskiem, który zamienia wniosek w polecenie dla edytora.
Ceny są jawne i biorą się z jednej tabeli. Pakiet Start to 249 zł jednorazowo, z pierwszym rokiem hostingu, cotygodniowym podsumowaniem, statystykami z 7 dni i trzema poleceniami asystenta AI miesięcznie. Biznes za 399 zł dokłada 60 000 znaków na blog w cenie (mniej więcej 15 artykułów), 25 poleceń asystenta i 28 dni historii statystyk. Premium za 799 zł to 160 000 znaków (około 40 artykułów), 60 poleceń, domena na pierwszy rok w cenie i pełna historia danych. Od drugiego roku odnowienie kosztuje odpowiednio 149, 249 albo 449 zł rocznie. Jeśli wolisz zacząć od Startu i dołożyć blog później, dodatek blogowy to 49 zł miesięcznie za pulę 20 000 znaków albo 69 zł jednorazowo za tę samą pulę bez subskrypcji.
Jak wygląda taki blog od środka i skąd biorą się w nim tematy, opisałem osobno: autoblogging, czyli blog, który pisze się sam.
Dla kogo to nie jest
Uczciwie, bo nie każdy potrzebuje tej części usługi.
Jeśli prowadzisz firmę, do której klienci przychodzą wyłącznie z polecenia i masz kalendarz zapełniony na kwartał do przodu, strona jako wizytówka wystarczy w zupełności. Dokładanie do niej bloga będzie wydatkiem na coś, czego nie potrzebujesz.
Jeśli lubisz pisać i traktujesz to jako część swojej pracy, rób to sam. Tekst napisany przez fachowca o własnej robocie ma szczegóły, których żaden system nie wymyśli, a siedem godzin miesięcznie przy Twojej pasji nie jest kosztem.
Jeśli działasz w branży, w której publikacje wymagają nadzoru merytorycznego (medycyna, prawo, finanse), automat bez Twojej akceptacji tematu i treści to zły pomysł. Wtedy sensowny jest tryb z akceptacją każdego szkicu, nie autopilot.
I rzecz oczywista, choć warto ją powiedzieć: żadna opieka po starcie nie naprawi strony, która nie odpowiada na pytania klientów w podstawowym zakresie. Najpierw usługi, ceny, obszar działania i sposób kontaktu, dopiero potem rozwijanie.
Podsumowanie
Publikacja strony jest momentem, w którym zaczyna się mierzyć czas, a nie momentem, w którym praca się kończy. Przez pierwsze tygodnie i tak niewiele widać, co dokładnie rozpisałem w tekście o tym, kiedy strona zacznie przynosić klientów. Różnica robi się widoczna po kilku miesiącach i zależy nie od tego, ile zapłaciłeś na starcie, tylko od tego, czy przez ten czas na stronie cokolwiek się działo.
Zrób więc jedną rzecz w tym tygodniu: sprawdź, kiedy ostatnio coś na Twojej stronie się zmieniło i czy wiesz, ile osób weszło na nią przez ostatnie trzydzieści dni. Jeśli odpowiedź na oba pytania brzmi „nie mam pojęcia”, masz punkt wyjścia. Od czego zacząć czytanie tych liczb, tłumaczę w poradniku skąd wiedzieć, czy strona przynosi klientów.