S Sitario
EN
Wszystkie artykuły

Szukasz fachowca do zespołu? Strona firmowa robi połowę tej roboty

poradnikwzrost

Firma remontowa spod Radomia, dwie ekipy, zlecenia zaklepane na pół roku do przodu. Ogłoszenie o pracę dla glazurnika wisi na portalu trzeci tydzień: trzysta wyświetleń, cztery telefony, dwie umówione rozmowy, przyszedł jeden. Właściciel zamyka temat wnioskiem, który słyszy się dziś w każdej hali i na każdej budowie: fachowców po prostu nie ma.

Fachowcy są. Tylko oni teraz wybierają, a nie czekają na wybór. Dobry glazurnik ma na biurku trzy oferty i dwie z nich odrzuca, zanim w ogóle oddzwoni. Odrzuca na podstawie tego, co znajdzie o Twojej firmie w telefonie w ciągu pięciu minut. Rekrutacja zaczyna się więc dużo wcześniej niż rozmowa i przez pierwsze dni toczy się całkowicie bez Ciebie.

Kandydat sprawdza Cię dokładnie tak, jak robi to klient

Człowiek, który zobaczył Twoje ogłoszenie, wpisuje nazwę firmy w Google. Robi to z tego samego powodu, dla którego robi to klient przed zleceniem łazienki: chce wiedzieć, czy ma do czynienia z prawdziwą firmą. Różnica jest taka, że kandydat ryzykuje więcej. Klient traci zaliczkę, on traci pół roku życia zawodowego i pewną pracę, którą właśnie miałby zostawić.

Znajduje zwykle jedną z trzech rzeczy. Albo nic, czyli sam wpis w rejestrze i numer telefonu w katalogu, co czyta się jako „firma na chwilę”. Albo profil na Facebooku z ostatnim postem sprzed dwóch lat, co jest sygnałem jeszcze gorszym, bo wygląda na coś porzuconego. Albo stronę, na której widać realizacje, ludzi i konkretne zlecenia, czyli dowód, że jest z czego płacić wypłaty. Trzecia opcja nie gwarantuje, że oddzwoni, ale to jedyna, przy której w ogóle rozważa rozmowę.

Co fachowiec czyta w ogłoszeniu, a co przewija

Ogłoszenia małych firm wyglądają często jak skopiowane z korporacji, bo tak wyglądają wzory w internecie. Fachowiec czyta je od dołu, szukając liczb, i przewija wszystko, co brzmi jak hasło.

Co zwykle jest w ogłoszeniuCo kandydat naprawdę chce wiedzieć
„Dynamiczny, zgrany zespół”Ile osób liczy ekipa i kto nią kieruje
„Atrakcyjne wynagrodzenie”Widełki i to, którego dnia miesiąca wpływa przelew
„Mile widziane doświadczenie”Jakie zlecenia, jaki metraż, czyj sprzęt
„Praca w terenie”Gdzie dokładnie, czy jest auto firmowe i kto płaci za nocleg
„Możliwość rozwoju”Czy firma finansuje kurs i uprawnienia

Prawa kolumna to jest treść Twojego ogłoszenia. Zdanie „ekipa czteroosobowa, zlecenia głównie Radom i okolice do 40 km, auto firmowe z paliwem, wypłata dziesiątego, zawsze” mówi o firmie więcej niż akapit o pasji i zaangażowaniu. Brzmi mniej elegancko, za to jest sprawdzalne, a o to w tej rozmowie chodzi.

Widełki, czyli dlaczego ich brak kosztuje Cię telefony

Kandydat, który ma pracę, nie dzwoni po to, żeby zapytać o stawkę. Zakłada, że skoro kwoty nie ma, to jest niska albo negocjowana w dół, i przechodzi do następnego ogłoszenia. Tracisz go bez jednego kliknięcia, którego byś zresztą nie zobaczył w żadnych statystykach.

Podaj przedział i powiedz wprost, od czego zależy miejsce w nim: od uprawnień, samodzielności, gotowości do wyjazdów. Jeśli płacisz od metra albo od zlecenia, napisz, ile realnie wyszło ekipie w zeszłym miesiącu, i dodaj, ile było wtedy roboczodniówek. Fachowiec policzy to sobie w trzydzieści sekund i albo zadzwoni, albo nie zmarnujecie sobie wzajemnie popołudnia. Rzetelnie podana widełka odsiewa też ludzi, których i tak byś nie zatrudnił, więc zostaje mniej rozmów, ale lepszych.

Zakładka z ofertami pracy zamiast samego ogłoszenia na portalu

Ogłoszenie na portalu znika po trzydziestu dniach i zabiera ze sobą wszystko, co w nim napisałeś. Podstrona „Praca” na Twojej stronie zostaje, a po kilku miesiącach zaczyna sama zbierać ludzi, którzy wpisują w Google „praca glazurnik Radom” albo „firma remontowa praca”. Pracuje także wtedy, gdy akurat nikogo nie szukasz, i dlatego ma sens nawet przy jednym naborze w roku.

Co powinno się na niej znaleźć:

  • aktualne stanowiska, każde z widełkami, zakresem obowiązków i wymaganymi uprawnieniami;
  • krótki opis, jak wygląda tydzień pracy: godziny, miejsce zbiórki, kto organizuje materiał;
  • czym jeździcie i czym pracujecie, z markami sprzętu włącznie, bo dla fachowca to konkret;
  • co dostaje pracownik poza pensją: odzież, telefon, szkolenia, ubezpieczenie;
  • zdanie o tym, co się dzieje po wysłaniu zgłoszenia i w jakim czasie odpowiadasz.

Nie musisz wymyślać tekstów od zera. Jeśli masz już opisane usługi po ludzku, połowa tej treści jest gotowa, bo opis realnych zleceń to jednocześnie opis pracy. Więcej o tym, jak pisać takie sekcje, znajdziesz we wpisie o tym, co napisać na stronie firmowej.

Formularz z załącznikiem zamiast „CV proszę na maila”

Adres e-mail w ogłoszeniu działa gorzej, niż się wydaje. Człowiek czyta ogłoszenie w telefonie, w przerwie, na budowie. Przepisanie adresu, otwarcie poczty i doczepienie pliku to trzy czynności, z których dwie odłoży na wieczór, a wieczorem już nie wróci. Formularz z polem na plik zamyka to w jednym ekranie.

W praktyce wystarczy imię, telefon, pole na krótką wiadomość i załącznik na CV albo zdjęcia zrobionych realizacji, bo u fachowców to drugie znaczy więcej niż życiorys. Pod formularzem potrzebujesz klauzuli informacyjnej: kto jest administratorem danych, po co je zbierasz, jak długo trzymasz zgłoszenie i że kandydat może poprosić o usunięcie. Jeśli chcesz zachować kontakt na przyszłe nabory, dodaj osobną, dobrowolną zgodę, a nie dopisek ukryty w regulaminie. Jak to poukładać bez prawnika przy każdym zdaniu, opisaliśmy we wpisie o RODO i polityce prywatności na stronie. Sam mechanizm wysyłki i to, co zrobić, żeby zgłoszenia nie ginęły w spamie, działa identycznie jak przy formularzu kontaktowym.

Zdjęcia ludzi i sprzętu robią tu robotę za trzy akapity

Kandydat chce zobaczyć, gdzie będzie pracował i z kim. Zdjęcie ekipy przy samochodzie, zdjęcie warsztatu, zdjęcie skończonej łazienki z widocznym poziomem i czystym fugowaniem mówią o standardzie roboty więcej niż deklaracja o dbałości o jakość. Działa też coś, o czym rzadko się myśli: człowiek widzi twarze i wie, że wchodzi do konkretnej grupy ludzi, a nie w abstrakcję.

Zdjęcia z banku obrazków dają efekt odwrotny. Fachowiec rozpoznaje je natychmiast, bo widział tego samego uśmiechniętego montera w pięciu innych ogłoszeniach. Telefon z ostatnich lat w zupełności wystarczy, o czym piszemy szerzej przy okazji zdjęć na stronę firmową.

Portal daje ruch, strona domyka temat

Nie chodzi o to, żeby zrezygnować z portali z ogłoszeniami. One mają ruch, którego sam nie zbudujesz w miesiąc. Chodzi o podział ról: portal przyprowadza człowieka, strona rozwiewa jego wątpliwości. W treści ogłoszenia podaj więc wprost adres podstrony z pracą i dopisz, co tam znajdzie, na przykład zdjęcia realizacji i opis tygodnia pracy. Kto kliknie, ten jest realnie zainteresowany, a Ty masz pierwszy sygnał jeszcze przed rozmową.

Ten sam adres wkleisz potem w grupę na Facebooku, wyślesz znajomemu z branży i podasz przy poleceniach. Jedno miejsce, do którego można odesłać każdego, oszczędza Ci tłumaczenia tych samych rzeczy po piętnaście razy.

Kiedy strona nie pomoże

Jeśli płacisz wyraźnie poniżej tego, co daje konkurencja z sąsiedniego powiatu, żadna podstrona tego nie nadrobi. Jeśli wypłata potrafi się spóźnić o dwa tygodnie, wieść o tym już krąży i jest szybsza od Twojego ogłoszenia. Jeśli w ciągu roku wymieniłeś cztery osoby na tym samym stanowisku, problem siedzi w organizacji pracy, nie w komunikacji. Strona pokaże wtedy tylko to, co jest, i zrobi to skuteczniej, niż byś chciał.

Dobra wiadomość jest taka, że przy uczciwej stawce i ogarniętej robocie strona faktycznie skraca nabór. Nie dlatego, że przyciąga tłumy, ale dlatego, że ludzie, którzy do Ciebie dzwonią, wiedzą już, na co się piszą.

Co z tym zrobić w Sitario

W pakiecie Start za 249 zł jednorazowo (z pierwszym rokiem hostingu) dostajesz stronę z podstronami i formularzem z załącznikami, więc podstronę z ofertą pracy dokładasz sam w edytorze, bez pisania do nas i bez dopłaty. Zmiana publikuje się w około minutę, co ma znaczenie przy naborze, bo stawki i stanowiska aktualizujesz wtedy, kiedy trzeba, a nie kiedy ktoś odpisze na maila. Wysłane zgłoszenia trafiają na Twój e-mail i są liczone w panelu jak każdy inny lead, więc po miesiącu widzisz czarno na białym, czy ktoś tę podstronę w ogóle znajduje. Całą stronę zamawiasz przez formularz, oglądasz gotową po około godzinie, a jeśli efekt Ci nie odpowiada, dostajesz zwrot.

Podsumowanie

Rekrutacja w małej firmie usługowej przegrywa się najczęściej w ciągu tych pięciu minut, kiedy kandydat sprawdza Cię w telefonie, a Ty o tym nie wiesz. Widełki zamiast „atrakcyjnego wynagrodzenia”, konkret o sprzęcie i zleceniach zamiast haseł, formularz z załącznikiem zamiast adresu e-mail do przepisania, zdjęcia własnej ekipy zamiast stocku: to są rzeczy, które robisz raz, a działają przy każdym kolejnym naborze. Ogłoszenie na portalu przyprowadzi ludzi. Czy zostaną, decyduje się już u Ciebie na stronie.