S Sitario
EN
Wszystkie artykuły

Zdjęcia na stronę firmową: skąd je wziąć, żeby nie wyglądać jak każdy

poradnik

Teksty masz. Cennik przemyślany, opis usług gotowy, formularz kontaktowy się znajdzie. Zostają zdjęcia i nagle cały projekt staje. Na dysku leżą trzy fotki z telefonu robione pod światło, logo w rozdzielczości z 2019 roku i skan wizytówki. Wykonawca pyta o materiały, Ty odpisujesz „jeszcze zbieram”, i tak mija miesiąc.

Zdjęcia blokują publikację częściej niż jakikolwiek inny element strony, a jednocześnie to pierwsza rzecz, którą klient ocenia. Zanim przeczyta zdanie o Twoim doświadczeniu, patrzy na obrazek i w ułamku sekundy rozstrzyga, czy ma do czynienia z prawdziwą firmą, czy z szablonem pobranym z internetu. Dobra wiadomość jest taka, że nie potrzebujesz sesji za kilka tysięcy złotych. Potrzebujesz kilkunastu zdjęć, które nie kłamią, i wiedzy, czego brać nie wolno.

Trzy źródła zdjęć i to, co każde mówi o Twojej firmie

W praktyce masz do wyboru trzy koszyki, a różnią się nie tylko ceną.

ŹródłoCo komunikuje klientowiKosztGłówne ryzyko
Własne, z telefonu„To naprawdę my, tak wygląda ta robota”0 zł i jedna godzinaSłabe światło, bałagan w tle, krzywy kadr
Bank zdjęć (stock)„Firma jak każda inna”Od 0 do ok. 50 zł za sztukęTen sam model uśmiecha się na stronie konkurenta z sąsiedniej ulicy
Grafika z AI„Ładne, ale coś tu nie gra”GroszeDziwne dłonie, napisy z kosmosu, zero związku z Twoją realną pracą

Najlepiej działa mieszanka. Tła i sceny ogólne (biurko, narzędzia, miasto) spokojnie mogą pochodzić ze stocka, bo nikt ich nie weryfikuje. Wszystko, co ma udowodnić Twoją robotę, musi być Twoje: efekty zleceń, wnętrze, sprzęt, Twoja twarz.

Dlaczego prawdziwy warsztat wygrywa z uśmiechniętym modelem

Wyobraź sobie dwie strony hydraulika z Piaseczna. Na pierwszej hero z banku zdjęć: mężczyzna w idealnie czystym kombinezonie, biały kafelek, klucz francuski trzymany jak rekwizyt. Na drugiej zdjęcie z telefonu: świeżo wymieniony pion w kotłowni, widać stary fragment rury obok nowego, w rogu skrzynka z narzędziami.

Pierwsza wygląda porządniej. Druga sprzedaje. Klient szukający hydraulika nie chce przeżycia estetycznego, chce dowodu, że ktoś już robił dokładnie to, co jego czeka. Zdjęcie stockowe mówi „mamy budżet na stronę”, zdjęcie z kotłowni mówi „mamy przepracowane lata”. Tak samo działa to w salonie z trzema fotelami i w biurze rachunkowym.

Własne zdjęcie ma jeszcze tę zaletę, że pokazuje dokładnie tę usługę, którą opisujesz obok. Stock zwykle nie pasuje i widać to natychmiast, choć czytelnik nie umiałby nazwać, co mu zgrzyta. Jeśli dopiero układasz treść, przyda się lista tego, co napisać na stronie firmowej, bo zdjęcia dobiera się do sekcji, a nie odwrotnie.

Jak zrobić używalne zdjęcia telefonem

Telefon z ostatnich pięciu lat robi zdjęcia lepsze, niż potrzebuje strona internetowa. Cała różnica siedzi w czterech rzeczach.

Światło. Fotografuj w dzień, przy oknie albo na zewnątrz. Pochmurne niebo to najlepszy naturalny dyfuzor, jaki dostaniesz za darmo. Nie ustawiaj się plecami do okna (wyjdzie ciemna sylwetka) i nie używaj lampy w telefonie, bo spłaszcza wszystko i daje żółty odcień.

Tło. Poświęć dwie minuty na uprzątnięcie metra wokół tego, co fotografujesz. Kubek, kabel i reklamówka w kadrze psują zdjęcie skuteczniej niż brak ostrości. Jeśli nie da się posprzątać, podejdź bliżej i wytnij bałagan kadrem.

Kadr. Rób poziomo wszystko, co ma trafić na szerokie tło nagłówka, i pionowo to, co pójdzie do galerii na telefonie. Zostaw luz po bokach, bo strona przycina zdjęcia inaczej na komputerze i inaczej na komórce. Wyłącz filtry i tryb portretowy przy zdjęciach produktów.

Liczba ujęć. Każdą scenę pstryknij pięć razy z lekko innej odległości. Przy jednym strzale zwykle okazuje się potem, że jest poruszony.

Fotografuj w tej kolejności: efekt skończonej pracy (najlepiej przed i po), swoje stanowisko albo warsztat, sprzęt, wejście do lokalu od strony ulicy, no i siebie. Portret właściciela to zwykle najskuteczniejsze zdjęcie na całej stronie, bo kupujemy od ludzi, a nie od nazw firm.

Prawa autorskie po ludzku

Google Grafika to wyszukiwarka, nie magazyn darmowych plików. Zdjęcie znalezione tam ma autora i licencję, a to, że da się je pobrać, nie znaczy, że wolno je wstawić na stronę komercyjną. Wezwania do zapłaty od kancelarii reprezentujących fotografów to w Polsce rutynowa praktyka, a stawki potrafią zaczynać się od kilkuset złotych za jedno zdjęcie.

Bezpieczne źródła darmowe to Unsplash, Pexels i Pixabay. Każde ma własną licencję pozwalającą na użycie komercyjne bez podawania autora, ale z ograniczeniami, które warto znać: nie wolno odsprzedawać zdjęć jako własnego stocka, nie wolno sugerować, że osoba ze zdjęcia poleca Twoją usługę, i trzeba uważać na widoczne loga marek. Płatne banki (Adobe Stock, Shutterstock, Depositphotos) dają szerszą licencję i mniejsze prawdopodobieństwo, że natkniesz się na to samo zdjęcie u konkurencji.

Nawyk, który raz na jakiś czas ratuje skórę: załóż na dysku plik tekstowy i przy każdym pobranym zdjęciu zapisz nazwę pliku, adres strony, datę i licencję. Zajmuje to dziesięć sekund, a po dwóch latach bywa jedynym dowodem, że wolno Ci było go użyć.

Ludzie na zdjęciach: kiedy potrzebna jest zgoda

Rozpowszechnianie wizerunku rozpoznawalnej osoby wymaga jej zgody, mówi o tym art. 81 ustawy o prawie autorskim. W praktyce oznacza to trzy sytuacje na stronie firmowej.

Pracownicy: potrzebna zgoda, najlepiej pisemna i osobna od umowy o pracę. Wystarczy kilka zdań o tym, gdzie zdjęcie będzie publikowane i że zgodę można wycofać. Klienci uwiecznieni przy okazji zlecenia: pytaj zawsze, nawet jeśli twarz jest tylko z profilu. Dzieci: zgoda opiekuna, bez wyjątków. Zgody nie potrzebujesz, gdy osoba jest jedynie szczegółem większej całości, na przykład przechodniem w tle zdjęcia witryny.

Osobna sprawa to cudze wnętrza. Fotografując remont w mieszkaniu klienta, formalnie nie naruszasz wizerunku, ale o zgodę na publikację warto poprosić. Jedno pytanie na koniec zlecenia daje materiał do sekcji z realizacjami na lata.

Waga plików, czyli dlaczego zdjęcie prosto z telefonu psuje szybkość

Pojedyncze zdjęcie z nowoczesnego telefonu ma 4000 pikseli szerokości i waży od 3 do 8 MB. Strona potrzebuje ułamka tego. Wrzucenie oryginałów to najczęstszy sposób, w jaki właściciel firmy własnoręcznie zabija czas ładowania swojej strony, a razem z nim pozycję w Google i cierpliwość klienta na komórce.

Miejsce na stronieSensowna szerokośćDocelowa waga pliku
Tło nagłówka (hero)1920 pxdo 400 KB
Zdjęcie w sekcji, karta usługi1000 pxdo 150 KB
Miniatura w galerii realizacji600 pxdo 80 KB
LogoSVG albo PNG 400 pxdo 30 KB

Zmniejszysz je za darmo w Squoosh albo TinyPNG, a najprościej jeszcze w telefonie: przy wysyłaniu zdjęcia mailem większość systemów proponuje rozmiar „średni”, i to zwykle wystarczy. Format WebP daje przy tej samej jakości pliki mniejsze o 25 do 35 procent od JPG. Więcej o tym, co jeszcze decyduje o czasie ładowania, znajdziesz we wpisie o najszybszej stronie firmowej, a jeśli chcesz sprawdzić efekt u siebie, zacznij od testu na telefonie.

Ile zdjęć realnie potrzebuje strona małej firmy

Mniej, niż myślisz. Typowa strona z czterema podstronami wykorzysta od ośmiu do czternastu zdjęć i ani jednego więcej:

  • jedno mocne na nagłówek strony głównej,
  • od trzech do sześciu realizacji, po jednej na główną usługę,
  • portret Twój albo zespołu do sekcji „o nas”,
  • jedno wnętrze lub wejście do lokalu przy danych kontaktowych,
  • ewentualnie dwa do czterech na wpisy blogowe, jeśli blog prowadzisz.

Galeria z sześćdziesięcioma zdjęciami nikogo nie przekonuje, za to ładuje się wieczność i wymaga aktualizowania. Sześć dobrze podpisanych realizacji robi lepszą robotę niż sześćdziesiąt bez opisu. Przy okazji: zdjęcia starzeją się szybciej niż teksty, więc wrzuć je na listę rzeczy do odświeżania na stronie i wymieniaj raz na rok.

Kiedy warto zapłacić fotografowi

Reportaż w firmie, czyli dwie do trzech godzin zdjęć i 20 do 40 obrobionych kadrów, kosztuje w mniejszym mieście zwykle od 600 do 2000 zł, w Warszawie czy Krakowie od 1500 do 4000 zł. Zwraca się wtedy, gdy Twoja sprzedaż stoi na wyglądzie (salon fryzjerski, gabinet, restauracja, architekt wnętrz), gdy masz ładne miejsce, którego telefon nie odda, albo gdy Twoja twarz jest marką i użyjesz jej również w reklamach.

Nie warto przy jednoosobowej usłudze wyjazdowej. Hydraulik czy technik od klimatyzacji i tak pracują w cudzych domach, gdzie fotograf nie wejdzie. Tu lepiej robić własne zdjęcia po każdym zleceniu i po pół roku mieć archiwum, jakiego żadna sesja nie zastąpi.

Zamawiając sesję, ustal w umowie licencję: użycie w internecie bez ograniczenia czasu, prawo do kadrowania i do publikacji w mediach społecznościowych. Bez tego zapisu zdjęcia bywają „na rok” i po roku wracasz do punktu wyjścia.

Jak to wygląda, gdy stronę robi Sitario

U nas nie musisz mieć zdjęć na start. Opisujesz firmę w formularzu, a gotowa strona z dobranymi pod branżę zdjęciami nagłówka czeka do obejrzenia po około godzinie. Płacisz dopiero wtedy, gdy ją zaakceptujesz, a pakiet Start kosztuje 249 zł jednorazowo razem z pierwszym rokiem hostingu i celem PageSpeed 90+ na telefonach. Własne zdjęcia podmieniasz później w edytorze: klikasz miejsce na stronie, wgrywasz plik, publikacja trwa około minuty.

Uczciwie o tym, dla kogo to nie wystarczy. Jeśli sprzedajesz obrazem (fotograf ślubny, architekt wnętrz, cukiernia z tortami na zamówienie, studio tatuażu), żadne dobrane tło nie zastąpi portfolio i strona bez Twoich prac po prostu nie zadziała. W takim wypadku zdjęcia zrób najpierw, choćby telefonem, a stronę zamawiaj potem. I pamiętaj, że dobrane pod branżę zdjęcie startowe to nadal materiał z banku: potraktuj je jako punkt wyjścia, nie jako stan docelowy.

Co zrobić w najbliższy weekend

Wybierz jedną godzinę w dzień pochmurny, ale jasny. Sfotografuj trzy skończone realizacje, swoje stanowisko pracy, wejście do lokalu i zrób portret, choćby przy oknie, ze statywem z książek. Zmniejsz pliki do rozmiarów z tabeli powyżej, resztę uzupełnij ze stocka i zapisz linki. Po tej godzinie masz komplet materiału i znika ostatni powód, dla którego strony wciąż nie ma.