S Sitario
EN
Wszystkie artykuły

O czym pisać na blogu firmowym? Nie zgaduj — sprawdź, czego ludzie szukają

poradnik

Zakładka z blogiem jest pusta od trzech miesięcy. Wiesz, że powinieneś tam coś wrzucić, bo każdy poradnik o Google powtarza to samo zdanie o regularnym publikowaniu. Siadasz w niedzielę wieczorem, otwierasz pusty dokument i po dwudziestu minutach masz jeden tytuł: „Witamy na naszym blogu”. Zamykasz laptopa i wracasz do tego za miesiąc, żeby przeżyć to samo.

Problem nie leży w tym, że nie umiesz pisać. Leży w tym, że pytanie zostało źle postawione. „O czym napisać” to pytanie zadane sobie, a odpowiedź jest u kogoś innego: u człowieka, który dziś wieczorem wpisze w Google „ile kosztuje wymiana zamka w drzwiach antywłamaniowych” i trafi na cudzą stronę, bo Ty o tym nie napisałeś. Poniżej pokazuję, skąd brać takie tematy z danych zamiast z sufitu, ile ich realnie potrzebujesz i jak nie zarżnąć bloga w trzecim miesiącu.

Kronika firmowa to nie blog

Otwórz dziesięć blogów małych firm usługowych. Osiem wygląda podobnie: „Nowa hala magazynowa”, „Byliśmy na targach w Kielcach”, „Życzenia świąteczne od zespołu”, „Pięć lat na rynku”. To kronika firmowa. Ma jednego czytelnika, którym jest właściciel, i zero wyświetleń w wyszukiwarce, bo nikt nie wpisuje w Google „byliśmy na targach”.

Blog zaczyna pracować dopiero wtedy, gdy odpowiada na pytanie zadane przez kogoś, kto jeszcze nie wybrał wykonawcy. Ten ktoś nie szuka Twojej firmy, bo o niej nie wie. Szuka rozwiązania swojego kłopotu i przy okazji dowiaduje się, że istniejesz.

O czym pisze firmaCzego w tym czasie szuka klient
Nowy sprzęt w warsztacie„wymiana rozrządu cena Radom”
Podsumowanie roku„czy trzeba wymieniać olej co rok”
Historia firmy od 1998„ile trwa naprawa skrzyni biegów”
Życzenia świąteczne„warsztat czynny między świętami Radom”

Prawa kolumna to gotowe tematy. Każdy z nich ma autora pytania, konkretną intencję i moment w kalendarzu. Lewa kolumna to treść, którą piszesz dla siebie, bo o sobie pisze się najłatwiej.

Skąd brać tematy, o których wiadomo, że ktoś ich szuka

Jeśli Twoja strona stoi w sieci choćby od dwóch miesięcy, masz już własne dane. Google zbiera dla każdej strony listę fraz, przy których ją pokazał, i to niezależnie od tego, czy ktokolwiek kliknął. Ta lista jest darmowa, leży w Search Console (bezpłatna usługa Google dla właścicieli stron) i jest lepszym źródłem tematów niż jakakolwiek burza mózgów, bo nie zawiera Twoich wyobrażeń o kliencie, tylko to, co klienci naprawdę wpisali.

Wchodzisz w raport skuteczności, ustawiasz zakres trzech miesięcy i patrzysz na trzy rzeczy.

Co widzisz w danychCo to znaczyCo z tym zrobić
Fraza ma wyświetlenia, średnia pozycja 8-25Google uznał, że jesteś blisko tematu, ale nie masz o nim osobnego tekstunapisz artykuł dokładnie o tej frazie
Fraza pytająca (jak, ile, czy, dlaczego)ktoś zbiera informacje przed decyzjąporadnik, który odpowiada w pierwszym akapicie
Fraza o usłudze, której nie opisałeśrynek pyta o coś, czego u siebie nie pokazałeśtekst plus osobna sekcja w ofercie

Ten drugi wiersz jest najbardziej opłacalny. Fraza z pozycją w okolicach dwunastej oznacza, że Google już Cię z tym tematem kojarzy, tylko uznał, że inni odpowiadają na to pytanie lepiej. Jeden porządny tekst poświęcony wyłącznie tej frazie potrafi przesunąć Cię na pierwszą stronę wyników w kilka tygodni. Napisanie od zera o czymś, z czym nie masz nic wspólnego, zajmuje miesiące i zwykle kończy się na pozycji trzydziestej.

Jak czytać te liczby bez utonięcia w wykresach, opisałem osobno w tekście o tym, skąd wiedzieć, czy strona w ogóle działa.

Gdy własnych danych jeszcze nie ma

Świeża strona ma pustą listę fraz i to normalne. Wtedy pytania zbiera się ręcznie, przez kilka tygodni, i to i tak działa lepiej niż wymyślanie.

Zacznij od telefonu. Klienci zadają Ci przez słuchawkę te same pytania po kilkanaście razy w miesiącu: czy dojeżdżacie do Grójca, ile trwa taka naprawa, czy trzeba coś przygotować przed przyjazdem, czy wystawiacie fakturę. Zapisuj je przez miesiąc w notatniku w telefonie. Po czterech tygodniach masz listę realnych pytań z realnymi słowami klientów, bez ani jednej sesji kreatywnej.

Drugie źródło to sama wyszukiwarka. Wpisz swoją usługę i miasto, nie naciskaj enter i przeczytaj podpowiedzi. Potem przejrzyj w wynikach sekcję z podobnymi pytaniami. To lista tematów podana wprost przez Google, w trzy minuty.

Trzecie to kalendarz. Wymiana opon ma dwa szczyty w roku, biuro rachunkowe ma styczeń i kwiecień, fotograf ma sezon ślubny, firma remontowa ma wiosnę. Tekst o sezonowej usłudze warto opublikować z sześciotygodniowym wyprzedzeniem, bo Google potrzebuje czasu, żeby go zauważyć i zacząć pokazywać.

Jeden tekst z popytu kontra pięć wymyślonych

Policzmy to na przykładzie hydraulika z Piaseczna. Pięć artykułów z burzy mózgów: o historii firmy, o zaletach dobrej instalacji, o tym, jak ważna jest jakość, o nowym busie i o zespole. Łączny miesięczny popyt w wyszukiwarce: praktycznie zero. Praca: pięć wieczorów. Efekt po pół roku: pięć podstron, na które nikt nie wchodzi.

Jeden artykuł o wymianie bojlera z ceną i przebiegiem usługi trafia we frazę, którą w okolicy wpisuje kilkadziesiąt osób miesięcznie. Przy pozycji w pierwszej piątce wyników zbiera z tego kilkanaście wejść w miesiącu, czyli grubo ponad setkę w skali roku, i to wejść od ludzi z gotowym problemem. Nawet przy skromnej skuteczności robi to kilka telefonów rocznie z jednego wieczoru pracy. Widełki są celowo ostrożne, bo zależą od miasta i konkurencji, ale proporcja między tymi dwiema kolumnami nie zmienia się nigdy.

Stąd prosty wniosek na całą resztę tego tekstu: liczba artykułów jest drugorzędna wobec tego, czy ktokolwiek szuka tego, co w nich opisałeś.

Rytm bije objętość

Osiem tekstów napisanych w jeden zryw w lutym i cisza do listopada wygląda w danych gorzej niż dwa teksty miesięcznie przez cały rok, choć w sumie to podobna praca. Google ocenia stronę także po tym, czy coś się na niej dzieje, a Ty potrzebujesz stałego dopływu nowych fraz, nie jednorazowego skoku.

Realny rytm dla jednoosobowej firmy to dwa artykuły w miesiącu. Przy dwudziestu czterech tekstach w roku strona zaczyna łapać długi ogon zapytań, czyli setki fraz, z których każda daje po kilka wejść, i to razem robi ruch. Wpis o tym, co strona powinna robić po publikacji, rozwija ten wątek szerzej. Jeśli chcesz to podeprzeć jeszcze uporządkowaniem wizytówki i lokalnych fraz, zacznij od lokalnego SEO dla małej firmy.

Jak to rozwiązaliśmy w Sitario

Nasze podejście wynika wprost z tego, co wyżej: tematy nie powinny brać się z kapelusza właściciela ani z kapelusza copywritera. System czyta realne wyszukiwania z Google, patrzy, na jakie frazy Twoja strona już się pojawia i gdzie jest blisko czołówki, i z tego układa propozycje tematów. Ty decydujesz, ile masz kontroli: możesz zatwierdzać każdy temat przed napisaniem albo włączyć pełny automat i tylko czytać gotowe teksty. Zasada działania samego harmonogramu jest opisana we wpisie o blogu, który pisze się sam.

Ceny wyglądają tak: sama strona to 249 zł jednorazowo z pierwszym rokiem hostingu, a blog dokładasz subskrypcją za 49 zł miesięcznie (pula 20 000 znaków, czyli 4-5 typowych artykułów) albo pakietem jednorazowym za 69 zł bez zobowiązania. W pakiecie Biznes za 399 zł masz 60 000 znaków w cenie, co odpowiada mniej więcej piętnastu artykułom, a w Premium za 999 zł jest ich 160 000, czyli około czterdziestu. Do tego co tydzień w panelu czeka krótkie podsumowanie po polsku, z którego widać, czy nowe teksty faktycznie łapią wyświetlenia.

Kiedy to nie jest dla Ciebie

Jeśli Twoja usługa nie ma popytu w wyszukiwarce, blog nic nie zmieni. Zdarza się to przy zupełnie nowych kategoriach, przy wąskim B2B, gdzie decydentów jest w Polsce trzydziestu, i przy firmach żyjących wyłącznie z poleceń w zamkniętym środowisku. Sprawdzisz to w kwadrans: jeśli podpowiedzi Google przy Twojej usłudze są puste, popytu nie ma i lepiej zainwestować w kontakty.

Jeśli ktoś w firmie pisze dobrze i lubi to robić, zostaw pisanie jemu. Człowiek, który zna branżę i ma czas w każdy wtorek, napisze lepszy tekst niż jakikolwiek automat, bo doda konkrety z ostatniego zlecenia.

W branżach regulowanych, czyli w medycynie, prawie i finansach, każdy tekst przed publikacją musi przeczytać specjalista. Automat może przygotować szkic, ale odpowiedzialność za treść zostaje po Twojej stronie i pełny autopilot się tam nie sprawdzi.

Podsumowanie

O czym pisać na blogu firmowym? O tym, o co pytają Cię klienci przez telefon, i o tym, co widać w danych z wyszukiwarki: frazy z wyświetleniami i pozycją poza pierwszą dziesiątką to gotowa lista zadań. Kronika firmowa, choć pisze się najprzyjemniej, nie przyniesie ani jednego telefonu.

Jeżeli masz wybrać między napisaniem pięciu tekstów w tym miesiącu a napisaniem dwóch dobrze wycelowanych co miesiąc przez rok, wybierz to drugie. Nawet jeśli pierwszy artykuł powstanie dopiero za dwa tygodnie.