S Sitario
EN
Wszystkie artykuły

Strona dla elektryka: jak trafiać na zlecenia większe niż wymiana gniazdka

poradnikbranze

Telefon dzwoni regularnie, tylko treść rozmów jest zawsze podobna: przepaliło korek, trzeba przewiesić żyrandol, „pan mi tu podłączy pralkę, to pięć minut roboty”. Jeździsz pół miasta za sto złotych, a instalację w nowym domu na sąsiedniej ulicy, tę na trzydzieści kilka tysięcy z rozdzielnicą i pomiarami, robił ktoś inny. Nie dlatego, że robi lepiej. Dlatego, że inwestor go znalazł, a Ciebie nie.

Rzecz w tym, że klient od gniazdka i klient od całej instalacji szukają zupełnie inaczej i sprawdzają zupełnie co innego. Ten pierwszy potrzebuje numeru, który da się kliknąć. Drugi przez dwa tygodnie porównuje trzech elektryków, ogląda ich realizacje i chce wiedzieć, czy masz uprawnienia pomiarowe i czy wystawisz fakturę. Poniżej jest lista rzeczy, które muszą być na Twojej stronie, żeby ten drugi trafił i został.

Trzy rodzaje zleceń, trzy różne drogi

Największy błąd na stronach elektryków polega na tym, że wszystko wrzucone jest do jednego worka „usługi elektryczne”. Tymczasem masz trzech różnych klientów, którzy wpisują w Google inne słowa i szukają innych sygnałów.

ZlecenieCo klient wpisujeCo musi zobaczyć w 10 sekund
Awaria„elektryk awaria” plus dzielnicaklikalny telefon, godziny, czas dojazdu
Instalacja w budowie„instalacja elektryczna dom cena”realizacje, zakres prac, sposób wyceny
Pomiary i odbiory„pomiary elektryczne” plus miastouprawnienia, cena za lokal, termin protokołu

Awaryjny dzwoni w ciągu minuty i nie czyta nic poza numerem. Inwestor z budowy wraca na stronę trzy razy, zanim napisze. Człowiek od pomiarów potrzebuje papieru na konkretną datę i decyduje głównie po uprawnieniach i cenie. Jedna sekcja nie obsłuży wszystkich trzech, bo każdy z nich odbije się od treści pisanej dla pozostałych. Osobne podstrony dla instalacji i dla pomiarów kosztują Cię godzinę pisania, a Google traktuje je jako trzy różne odpowiedzi na trzy różne pytania. Więcej o tym mechanizmie znajdziesz we wpisie o lokalnym SEO dla małej firmy.

Uprawnienia wypisane wprost, bo to filtr zaufania

Przy wymianie gniazdka nikt nie pyta o papiery. Przy instalacji w domu, przy odbiorze mieszkania i przy pomiarach dla wspólnoty pytanie o uprawnienia pada zawsze, bo od nich zależy, czy protokół będzie coś wart.

Napisz to zwykłym zdaniem w widocznym miejscu, nie w stopce: świadectwo kwalifikacyjne SEP grupy G1, zakres eksploatacyjny i dozorowy, uprawnienia do pomiarów ochronnych w instalacjach do 1 kV, polisa OC z sumą gwarancyjną. Kierownik budowy i zarządca nieruchomości wiedzą, co to znaczy, i filtrują po tym w pierwszej minucie. Klient prywatny nie zna skrótów, ale widzi, że ktoś tu ma konkretne dokumenty, a nie sam ładny baner.

Dopisz jedno zdanie po ludzku, na przykład: „Wykonuję pomiary ochronne i wystawiam protokoły przyjmowane przy odbiorach oraz przez ubezpieczycieli”. Dla laika to tłumaczenie skrótu, dla profesjonalisty potwierdzenie, że rozmawia z właściwą osobą.

Zdjęcia rozdzielnic, nie stockowych kabli

Na większości stron elektryków widnieje to samo zdjęcie z banku zdjęć: niebieskie przewody, iskra, ktoś w rękawiczkach bez twarzy. Ono nie mówi o Tobie nic, a inwestor patrzy właśnie na jakość roboty, bo w rozdzielnicy widać wszystko.

Zrób telefonem zdjęcia tego, co i tak robisz: rozdzielnica z równo ułożonymi przewodami i opisanymi obwodami, instalacja w stanie surowym przed zakryciem, gotowy punkt ładowania przy garażu, tablica licznikowa po wymianie. Para „przed i po” ze starej tablicy z korkami topikowymi na nową z wyłącznikami różnicowoprądowymi przekonuje mocniej niż akapit o dwudziestu latach doświadczenia. Dwanaście dobrych zdjęć wystarczy na start, jeśli będą ostre i zrobione w świetle dziennym.

Widełki cen, których klient szuka najbardziej

Elektryk częściej niż inni fachowcy słyszy, że wyceny nie da się podać, bo każdy obiekt jest inny. Klient to rozumie. On nie prosi o wiążącą ofertę, tylko o rząd wielkości, żeby wiedzieć, czy w ogóle rozmawiacie o tych samych pieniądzach.

PozycjaJak podać
Punkt elektryczny (gniazdo, wypust)stawka za punkt, osobno w bruździe i w gotowej ścianie
Pomiary ochronne w mieszkaniucena za lokal do określonej liczby obwodów
Przegląd instalacji w domu jednorodzinnymwidełki od-do plus protokół w cenie
Wymiana rozdzielnicywidełki zależne od liczby obwodów
Montaż ładowarki do autacena montażu bez urządzenia, osobno przy dłuższej trasie kabla

Kwoty wpisz własne, bo w Warszawie i w powiecie różnią się o kilkadziesiąt procent. Dopisek „ostateczna wycena po obejrzeniu instalacji lub projektu” zdejmuje z Ciebie ryzyko, a jednocześnie zostawia klientowi punkt odniesienia. Strona bez żadnej liczby działa tak samo jak warsztat bez cennika w witrynie: część ludzi zakłada, że jest drogo, i nie dzwoni wcale.

Fotowoltaika i ładowarki jako osobne usługi

Człowiek, który potrzebuje przyłączenia falownika albo punktu ładowania przy domu, nie wpisuje w Google „elektryk”. Wpisuje „montaż ładowarki do samochodu” z nazwą swojego miasta, „przyłącze fotowoltaiki”, „wymiana zabezpieczeń pod PV”. Jeśli te usługi masz schowane w liście dwudziestu punktów na stronie głównej, Google nie ma czego dopasować, a klient nie ma czego znaleźć.

Każda z nich zasługuje na własną podstronę z opisem tego, co konkretnie robisz i czego nie: sam montaż paneli czy tylko strona elektryczna, czy zgłaszasz układ do operatora, czy podłączasz ładowarki konkretnych producentów, czy potrafisz dobrać zabezpieczenie pod moc przyłącza. To akurat są pytania, na które konkurencja w okolicy zwykle nie odpowiada, a klient ich szuka.

Firmy i wspólnoty, czyli zlecenia, które wracają

Zlecenia od klientów prywatnych są jednorazowe. Generalny wykonawca, deweloper i zarządca wspólnoty dzwonią co kilka miesięcy przez lata, i to oni robią różnicę w rocznym obrocie. Tylko że oni nie kupują tak jak pani z zalanym korytarzem.

Osobna podstrona „Dla firm i wspólnot” powinna odpowiadać na ich pytania, zanim je zadadzą: czy wystawiasz fakturę z odroczonym terminem, jaką masz sumę na polisie OC, ilu ludzi możesz wystawić na budowę w jednym tygodniu, czy robisz cykliczne pomiary całych zasobów, czy dojedziesz na przeglądy w umówionym harmonogramie. Dodaj adres e-mail i formularz, bo zarządca zwykle wysyła zapytanie do kilku firm naraz z tego samego szablonu i chce mieć wszystko na piśmie.

Referencje działają tu inaczej niż opinie z Google. Dwie krótkie notki od firm, z którymi pracujesz, z nazwą i zakresem prac, ważą więcej niż trzydzieści gwiazdek od klientów indywidualnych. Zasady zbierania takich sygnałów rozkładamy w tekście o stronie dla firmy usługowej.

Telefon i obszar dojazdu, bo awaria nie czeka na formularz

Klient bez prądu w połowie mieszkania nie napisze maila. Numer ma być w nagłówku na każdej podstronie, klikalny, żeby dotknięcie od razu uruchamiało połączenie. Obok godziny, w których naprawdę odbierasz, i uczciwa informacja o dojeździe.

Obszar wypisz nazwami, nie hasłem o całym województwie. Klient myśli „czy przyjedzie na Bemowo”, „czy obsługuje Ząbki”, i dokładnie tak wpisuje w wyszukiwarkę. Ta sama zasada ratuje telefony w innych fachach, co pokazaliśmy przy stronie dla hydraulika.

Dla kogo ta strona NIE jest

Jeśli pracujesz na etacie w zakładzie i dorabiasz w soboty, strona firmowa raczej Ci się nie zwróci. Ruch z Google przychodzi w środku tygodnia i w godzinach pracy, a zlecenia, które generuje, wymagają dostępności, faktury i gotowości na dłuższą robotę. Trzy nieodebrane telefony we wtorek przed południem skończą się jedną złą opinią i poczuciem, że internet nie działa. W takiej sytuacji lepiej zainwestować w wizytówkę Google i w opinie od dotychczasowych klientów.

Strona zaczyna pracować wtedy, gdy prowadzisz działalność, chcesz zleceń większych niż drobne naprawy i możesz odebrać telefon w ciągu dnia.

Od czego zacząć

Nie potrzebujesz serwisu na trzydzieści podstron. Wystarczy strona główna z telefonem i obszarem, trzy podstrony pod trzy typy zleceń, galeria rozdzielnic, widełki cen i sekcja dla firm.

W Sitario opisujesz swoją firmę w formularzu i po około godzinie oglądasz gotową stronę z sekcjami dopasowanymi do fachu: numerem w nagłówku, mapą dojazdu, miejscem na opinie z Google i formularzem, który zgłoszenia wysyła prosto na Twój e-mail. Jednorazowo 249 zł z pierwszym rokiem hostingu, odnowienie od 149 zł rocznie od drugiego roku, a płacisz dopiero po obejrzeniu gotowego efektu. Domena i źródła strony należą do Ciebie, więc nie zostajesz z nikim związany.

Zacznij od prostego testu: wpisz w Google „pomiary elektryczne” z nazwą swojej dzielnicy i sprawdź, kto jest wyżej od Ciebie i co ma na stronie, czego Ty nie masz. Zwykle to nie jest lepsza robota, tylko lepiej opisana.