S Sitario
EN
Wszystkie artykuły

Skąd wziąć linki do strony firmowej: co działa, co jest stratą pieniędzy, a co szkodzi

poradnikseo

Ktoś Ci powiedział, że bez linków strona nie wyjdzie wysoko w Google. To akurat prawda. Kilka dni później na skrzynkę przychodzi wiadomość: „1000 linków do Twojej strony, 99 zł, efekt w dwa tygodnie”. To akurat jest najkrótsza droga do wyrzuconych pieniędzy, a czasem do kary. Między jednym zdaniem a drugim leży cała robota, którą warto rozumieć, zanim wydasz pierwszą złotówkę.

Poniżej opisuję, skąd realnie biorą się linki do strony małej firmy usługowej: co zrobisz sam w jedno popołudnie za zero złotych, za co czasem warto zapłacić i po czym poznać ofertę, która pogorszy sprawę. Bez obietnic pierwszego miejsca w miesiąc.

Dlaczego Google w ogóle liczy linki

Szukasz elektryka w nowym mieście. Pytasz trzech sąsiadów i wszyscy podają to samo nazwisko. Nie sprawdziłeś jego uprawnień, nie widziałeś żadnej realizacji, a już ufasz mu bardziej niż komuś z ulotki za wycieraczką. Google robi mniej więcej to samo: link z cudzej strony do Twojej czyta jako głos oddany na Twoją firmę.

Tylko że głosy nie ważą tyle samo. Link ze strony gminy albo z portalu, który ma prawdziwych czytelników, waży sporo. Link z katalogu, do którego nikt nigdy nie wchodzi, waży niewiele, ale wciąż jest sygnałem, że firma istnieje i ma spójne dane w kilku miejscach. A link z serwisu handlującego linkami hurtowo potrafi zaszkodzić, bo Google zna te serwisy równie dobrze jak Ty znasz reklamy w skrzynce.

Warto od razu ustawić proporcje. Przy frazach typu „hydraulik Piaseczno” większość roboty robi treść na stronie i porządek w danych lokalnych, o czym pisałem w tekście o lokalnym SEO dla małej firmy. Linki decydują dopiero tam, gdzie jest tłok: duże miasto, popularna usługa, kilkunastu wykonawców walczących o te same trzy miejsca na mapie.

Twarda prawda: sam z siebie nikt do Ciebie nie zalinkuje

Blog kulinarny dostaje linki, bo ktoś podeśle znajomym przepis na sernik. Strona hydraulika z Piaseczna nie dostanie ich nigdy, ponieważ nikt nie pisze artykułu, w którym naturalnie wypada wspomnieć o wymianie syfonu pod zlewem. To nie jest Twoja wina i nie znaczy, że strona jest słaba. Znaczy tylko tyle, że linki trzeba zdobyć, a nie czekać, aż przyjdą.

Dobra wiadomość jest taka, że mała firma lokalna potrzebuje ich dużo mniej, niż sugerują oferty agencji. Kilkanaście porządnych linków z lokalnego i branżowego otoczenia to zwykle więcej, niż ma cała Twoja konkurencja w promieniu dwudziestu kilometrów.

Zacznij od darmowych: katalogi i portale lokalne

To jedno popołudnie pracy i nie kosztuje nic poza czasem. Nie licz na skok pozycji, licz na podstawę, na której wszystko inne stoi.

  • Wizytówka Google jest ważniejsza niż wszystkie katalogi razem wzięte. Jeśli jej jeszcze nie masz albo leży odłogiem, zacznij tutaj: jak założyć wizytówkę Google krok po kroku.
  • Ogólnopolskie katalogi firm: Panorama Firm, pkt.pl, gery.pl, biznesfinder, misterwhat. Darmowe wpisy, kilkanaście minut na sztukę.
  • Portale miejskie i regionalne. Prawie każde miasto ma serwis informacyjny z zakładką firm. Link stamtąd jest lokalny, a lokalność to dokładnie to, czego Google szuka przy usługach.
  • Izby gospodarcze, cechy rzemieślnicze, stowarzyszenia branżowe. Zwykle jest składka, za to zyskujesz link z domeny, która istnieje od dwudziestu lat, i argument na stronę: należysz gdzieś, ktoś Cię zweryfikował.

Jedna zasada obowiązuje przy wszystkich: nazwa firmy, adres i numer telefonu muszą być wszędzie zapisane identycznie. „Jan Kowalski Instalacje” w jednym miejscu i „JK Instalacje Sp. z o.o.” w drugim to dla Google dwie różne firmy i dwa rozmyte sygnały zamiast jednego mocnego.

Ludzie, których już znasz

To najbardziej niedoceniana część i najczęściej najskuteczniejsza, bo linki są prawdziwe. Przejrzyj listę firm, z którymi pracujesz na co dzień.

Hurtownia, w której zaopatrujesz się od pięciu lat, często ma zakładkę „gdzie kupić” albo „nasi wykonawcy”. Producent kotłów, klimatyzacji czy okien zwykle prowadzi listę autoryzowanych instalatorów. Firma, z którą wymieniasz się zleceniami, może Cię wymienić w sekcji poleconych. Lokalny klub sportowy, który sponsorujesz kwotą trzystu złotych na sezon, ma stronę ze sponsorami.

Wystarczy do każdego napisać dwa zdania: kim jesteś, od kiedy współpracujecie i prośba o dopisanie do listy partnerów wraz z adresem strony. Z dziesięciu maili odpowie trzech. To i tak trzy linki, których nie da się kupić.

Artykuły sponsorowane: czasem tak, częściej nie

Tu zaczynają się pieniądze i tu najłatwiej je stracić. Płatna publikacja z linkiem ma sens, gdy portal ma czytelników, którzy mogą być Twoimi klientami. Widełki na polskim rynku wyglądają mniej więcej tak:

Gdzie publikujeszIle kosztujeKiedy to ma sens
Lokalny portal miejski lub regionalny200-800 złFirma działająca w jednym mieście, usługi dla mieszkańców
Portal branżowy z realnymi czytelnikami500-2000 złUsługa niszowa, klient biznesowy, dłuższa decyzja zakupowa
Duży serwis ogólnopolski2000-8000 złRzadko kiedy przy małej firmie usługowej
Sieć „portali” postawionych pod sprzedaż linków50-200 złNigdy

Prędzej czy później sprzedawca powie Ci, że oznaczenie linku jako płatnego, czyli rel="sponsored", „zabija jego moc”, i zaproponuje publikację bez oznaczenia jako przewagę swojej oferty. Warto wiedzieć, po czyjej stronie leży wtedy ryzyko. Google wymaga oznaczania linków opłaconych, a konsekwencje niesie strona, która kupuje, nie portal, który sprzedał. Sensowna wartość takiej publikacji bierze się z ludzi, którzy ją przeczytają i zadzwonią, i z tego, że Twoja nazwa pojawia się w wiarygodnym miejscu. Jeśli po odjęciu samego linku oferta przestaje mieć sens, to znaczy, że kupujesz wyłącznie link.

Własne zaplecze: kiedy w ogóle ma sens

Zaplecze to druga strona, którą sam prowadzisz i z której linkujesz do firmowej. Pomysł kusi, bo masz pełną kontrolę. Haczyk polega na tym, że musi to być prawdziwa strona: własna domena, regularne teksty, jakiś ruch. Pusty katalog linków bez czytelników Google rozpoznaje szybko i wtedy zaplecze przestaje pomagać, a zaczyna szkodzić.

Uczciwie: dla jednoosobowej firmy usługowej to zwykle kiepski zwrot z czasu. Te same godziny włożone we własny blog na firmowej domenie dają więcej, bo treść pracuje na Twoje frazy, a nie na cudze. Jak wybierać tematy, opisałem w tekście o czym pisać na blogu firmowym.

Po czym poznać ofertę, która zaszkodzi

Kilka sygnałów wystarczy, żeby odłożyć słuchawkę bez wyrzutów sumienia:

  1. Jedynym argumentem jest wskaźnik DA albo DR domeny, bez słowa o tym, czy ktokolwiek tam zagląda.
  2. Sprzedawca nie chce podać, na jakich konkretnie stronach stanie Twój link, przed zapłatą.
  3. Portal nie ma autorów, dat ani komentarzy, a teksty czyta się jak przetłumaczone maszynowo.
  4. W ofercie pada termin efektu, na przykład „TOP3 w dwa tygodnie”.
  5. Cena za link wychodzi kilkadziesiąt groszy, co po prostu nie może być pracą człowieka.

Do tego dochodzą klasyki, których nie warto tykać nawet za darmo: masowe wpisy w komentarzach i na forach, farmy artykułów generowanych pod boty, wymiana linków na dużą skalę w zamkniętych grupach.

Ile linków i kiedy to widać

Dla małej firmy lokalnej rozsądne tempo to dwa do czterech porządnych linków miesięcznie, zdobywanych bez pośpiechu. Nagły skok z zera do dwustu w miesiąc wygląda dokładnie tak, jak wygląda, czyli na kupione.

Na efekt trzeba poczekać. Google musi znaleźć nową stronę z linkiem, przeliczyć sygnały i zwykle mijają dwa lub trzy miesiące, zanim cokolwiek widać w pozycjach. Jest jeden ważny warunek: jeśli Twojej strony nie ma jeszcze w indeksie Google, linki nie naprawią niczego, bo problem leży gdzie indziej. Wtedy zacznij od diagnozy z tekstu dlaczego mojej strony nie ma w Google.

A jeśli nie masz na to czasu

Realnie: darmowa część, czyli katalogi, portale lokalne i maile do partnerów, zajmuje jedno popołudnie na starcie i potem pół godziny miesięcznie. To najlepiej wydany czas w całym SEO małej firmy.

Warto powiedzieć wprost, czego w Sitario nie robimy: nie kupujemy i nie sprzedajemy linków, bo nie da się tego zrobić uczciwie w automacie. Robimy drugą stronę tego równania, czyli treść, do której w ogóle warto linkować. Strona firmowa kosztuje u nas 249 zł jednorazowo z pierwszym rokiem hostingu, a dodatek blogowy 49 zł miesięcznie za pulę 20 000 znaków, co starcza na cztery, pięć artykułów pisanych z tematów, których ludzie faktycznie szukają. To one dają Ci pretekst, żeby wysłać maila do hurtowni.

Dla kogo to nie jest: jeśli działasz tam, gdzie o wynik walczy się budżetem na linki liczonym w tysiącach miesięcznie, na przykład kredyty czy odszkodowania, potrzebujesz agencji SEO z osobną strategią, a nie tego poradnika.

Od czego zacząć w ten weekend

Wypisz na kartce nazwę firmy, adres i telefon w jednej, ostatecznej wersji. Załóż albo uzupełnij wizytówkę Google. Dodaj firmę do czterech katalogów i do portalu swojego miasta. Wyślij pięć maili do partnerów, dostawców i miejsc, które wspierasz. Zapisz w kalendarzu godzinę w przyszłym miesiącu na kolejne pięć. Po pół roku będziesz mieć kilkanaście prawdziwych linków i żadnego powodu do nerwów, gdy Google zmieni algorytm.