S Sitario
EN
Wszystkie artykuły

Strona dla kancelarii prawnej: jak klient wybiera prawnika, zanim zadzwoni

poradnik

Wtorek, wpół do jedenastej wieczorem. Kobieta z Lublina siedzi przy kuchennym stole z kopertą, którą odebrała po południu: pozew o zapłatę na dwadzieścia dwa tysiące złotych, termin na odpowiedź czternaście dni. W telefon wpisuje „prawnik od spraw cywilnych Lublin”. Nie ma pojęcia, czym różni się adwokat od radcy prawnego i nie interesuje jej historia kancelarii od 1998 roku. Chce ustalić trzy rzeczy: czy ktoś zajmuje się takimi sprawami, ile to będzie kosztować i czy da się umówić w tym tygodniu.

Przewija trzy strony. Pierwsza wita ją zdaniem o „kompleksowej obsłudze prawnej podmiotów gospodarczych”, druga ma listę czternastu dziedzin prawa bez ani jednego konkretu, trzecia pisze wprost: „Prowadzimy sprawy o zapłatę i windykację. Pierwsza konsultacja 250 zł, godzina, po niej wiesz, na czym stoisz”. Do której zadzwoni rano, wiadomo. Nie dlatego, że jest najlepsza merytorycznie, tylko dlatego, że jako jedyna odpowiedziała na pytanie, które ta kobieta miała w głowie.

Ludzie nie szukają „prawa”, tylko swojego kłopotu

Klient kancelarii prawie nigdy nie wpisuje w wyszukiwarkę nazwy gałęzi prawa. Wpisuje sytuację, w której się znalazł: „rozwód bez orzekania o winie ile trwa”, „zwolnienie dyscyplinarne co robić”, „upadłość konsumencka Rzeszów”, „odszkodowanie za wypadek w pracy”. Strona pisana językiem kodeksu mija się z tymi zapytaniami, choć merytorycznie mówi o tym samym.

Dlatego zakres warto rozpisać dwupoziomowo. Nazwa dziedziny zostaje jako nagłówek, ale pod nią stoi kilka zdań o typowych sprawach, ujętych tak, jak opowiada je klient przy pierwszym telefonie.

Nagłówek na stronieCo dopisać pod spodem
Prawo rodzinnerozwód, alimenty, kontakty z dzieckiem, podział majątku po rozstaniu
Prawo pracyzwolnienie, mobbing, zaległe wynagrodzenie, umowa zlecenie zamiast etatu
Sprawy o zapłatęnakaz zapłaty, sprzeciw, windykacja niezapłaconych faktur
Odszkodowaniawypadek komunikacyjny, błąd medyczny, szkoda w mieszkaniu
Obsługa firmumowy, spory z kontrahentem, RODO, stała współpraca abonamentowa

Jeżeli któraś dziedzina realnie ciągnie zapytania, zasługuje na osobną podstronę zamiast punktu na liście. Podstrona o upadłości konsumenckiej, z opisem przebiegu postępowania i kosztów, ma szansę pokazać się w wynikach na frazę z nazwą miasta. Strona główna z czternastoma dziedzinami naraz nie pokaże się na żadną z nich, bo dla wyszukiwarki nie jest o niczym konkretnym. Zasadę rozpisaliśmy szerzej we wpisie o tym, co napisać na stronie firmowej.

Kto prowadzi sprawę, czyli nazwisko zamiast „zespołu ekspertów”

Do kancelarii idzie się po zaufanie do konkretnej osoby. Sekcja „o nas” napisana w trzeciej osobie liczby mnogiej, bez jednego nazwiska i bez zdjęcia, ten kredyt zaufania psuje, zwłaszcza w jednoosobowej kancelarii, gdzie i tak wiadomo, kto odbierze telefon.

Wystarczy krótka nota: imię i nazwisko, tytuł zawodowy, izba i numer wpisu, dwa zdania o tym, czym się faktycznie zajmujecie na co dzień, i zdjęcie w gabinecie albo w sądzie, nie w studiu na białym tle. Numer wpisu na listę adwokatów albo radców prawnych działa mocniej, niż się wydaje: klient może go sprawdzić w publicznym rejestrze samorządu, a sama możliwość weryfikacji uspokaja. Jeśli w kancelarii pracują aplikanci albo współpracują specjaliści od konkretnych dziedzin, napiszcie, kto prowadzi sprawę, a kto ją wspiera. Klient, który dowiaduje się tego dopiero na sali, czuje się wprowadzony w błąd.

Honorarium: milczenie nie chroni, tylko przenosi rozmowę na telefon

Najczęstsza obiekcja w tej branży brzmi: „wyceny nie da się podać, bo każda sprawa jest inna”. To prawda i nikt nie oczekuje cennika za rozwód. Tylko że klient, który nie znajduje żadnej liczby, nie odpuszcza tematu pieniędzy. Po prostu dzwoni i pyta o nie w pierwszym zdaniu, a Wy odbywacie dziesięć takich rozmów tygodniowo, z czego osiem kończy się niczym.

Kilka konkretów zdejmuje ten ciężar z sekretariatu:

  • cena pierwszej konsultacji podana wprost, razem z czasem jej trwania i informacją, czy odlicza się od honorarium przy zleceniu sprawy;
  • modele rozliczeń wymienione po ludzku: stawka godzinowa, ryczałt za sprawę, abonament dla firm, honorarium z premią za wynik tam, gdzie przepisy na to pozwalają;
  • zdanie o tym, co wpływa na kwotę: liczba rozpraw, stopień skomplikowania, konieczność opinii biegłego;
  • osobno wymienione koszty, które nie są Waszym wynagrodzeniem, czyli opłata sądowa, opłata skarbowa od pełnomocnictwa, zaliczka na biegłego.

Ostatni punkt oszczędza późniejszych nieporozumień. Klient, który zobaczył na stronie, że opłata od pozwu to osobna pozycja, nie poczuje się oszukany, gdy usłyszy o niej przy podpisywaniu umowy.

Granice, których strona kancelarii przekraczać nie może

Zasady etyki adwokackiej i radcowskiej pozwalają informować o prowadzonej działalności, ale zabraniają reklamy nachalnej, narzucającej się i naruszającej godność zawodu. W praktyce oznacza to, że opis usług, specjalizacje, cennik konsultacji i dorobek zawodowy są w porządku, natomiast obietnice wyników już nie. Zdania w rodzaju „wygrywamy 98% spraw” albo „gwarantujemy uniewinnienie” to nie tylko ryzyko dyscyplinarne, ale i sygnał ostrzegawczy dla lepiej zorientowanego klienta. Aktualne brzmienie kodeksu swojego samorządu warto sprawdzić przed publikacją, bo przepisy w tym obszarze były w ostatnich latach zmieniane.

Druga granica to tajemnica zawodowa. Studium przypadku z opisem sprawy, nawet bez nazwiska, potrafi wskazać klienta, jeśli sprawa była lokalnie głośna. Bezpieczniejsze są opisy typów spraw bez szczegółów pozwalających kogokolwiek zidentyfikować i opinie zbierane w Google, w których to klient decyduje, co o sobie ujawnia.

Formularz kontaktowy, który nie zmusza do spowiedzi

Formularz na stronie kancelarii ma inną rolę niż u hydraulika. Człowiek pisze o sprawie karnej brata albo o długach, więc pytanie „opisz szczegółowo swoją sytuację” w otwartym polu na starcie działa odstraszająco.

Lepiej zapytać o minimum: imię, kontakt, jedno zdanie o rodzaju sprawy i preferowaną formę odpowiedzi. Pod formularzem przyda się krótka informacja, że wiadomość trafia wyłącznie do kancelarii i że sam kontakt nie tworzy jeszcze stosunku pełnomocnictwa. Możliwość dołączenia skanu pisma z sądu przyspiesza pierwszą rozmowę bardziej niż cokolwiek innego, bo widzicie termin i sygnaturę, zanim odbierzecie telefon. Obowiązek informacyjny i politykę prywatności rozpisaliśmy we wpisie o RODO na stronie firmowej.

Lokalne frazy i blog, który odpowiada na realne pytania

Prawie każde wyszukiwanie w tej branży ma w sobie miasto albo dzielnicę: „adwokat rozwodowy Gdynia”, „radca prawny prawo pracy Katowice”. Wizytówka Google i strona muszą podawać identyczną nazwę, adres i numer telefonu, bo rozjazd między nimi kosztuje pozycje w mapach. Rozpisaliśmy to w poradniku o lokalnym SEO dla małej firmy.

Blog w kancelarii ma jedną przewagę nad blogiem większości firm usługowych: ludzie szukają odpowiedzi prawnych codziennie i szukają ich długimi zdaniami. „Ile trwa rozwód, jeśli mamy dziecko”, „czy pracodawca może zmienić grafik z dnia na dzień”, „co zrobić po otrzymaniu nakazu zapłaty”. Każdy taki tekst to osobne drzwi do kancelarii, a przy okazji materiał, który wysyłacie klientom zamiast tłumaczyć to samo po raz dwudziesty przez telefon. Podobny mechanizm opisaliśmy przy stronie dla biura rachunkowego, gdzie sezon rozliczeń działa jak dzwonek dla ruchu z wyszukiwarki.

Jak zrobić taką stronę bez trzymiesięcznego projektu

W Sitario opisujecie kancelarię w formularzu: specjalizacje, miasto, kto prowadzi sprawy, zasady rozliczeń. Gotową stronę oglądacie mniej więcej w godzinę i płacicie dopiero wtedy, z gwarancją zwrotu, jeśli jej nie zaakceptujecie. Pakiet Start to 249 zł jednorazowo razem z pierwszym rokiem hostingu, certyfikatem SSL i formularzem kontaktowym, a odnowienie od drugiego roku zaczyna się od 149 zł za rok. Domena rejestruje się na dane kancelarii i kod strony jest Wasz, więc zmiana wykonawcy nie oznacza zaczynania od zera.

Po starcie strona pracuje dalej. Zapytania z formularza lecą na Waszą skrzynkę i do panelu, żeby żadne nie utknęło w spamie, a system podpowiada tematy wpisów na podstawie tego, czego ludzie faktycznie szukają w Waszej okolicy, i raz w tygodniu streszcza po ludzku, co z tego wyszło. Techniczne łatanie odpada, bo strona jest statyczna i nie ma w niej wtyczek, które trzeba aktualizować.

Dla kogo to NIE jest

Jeśli prowadzicie kancelarię z kilkunastoosobowym zespołem, systemem obsługi spraw, panelem klienta z podglądem statusu postępowania i integracją z e-Sądem, potrzebujecie wdrożenia szytego na miarę. Strona wizytówkowa tego nie zastąpi i nie ma sensu udawać inaczej.

Podobnie z kancelariami, które budują pozycję na treści eksperckiej w skali kraju, z newsletterem, komentarzami do orzecznictwa i bazą wzorów do pobrania za rejestrację. To osobny projekt redakcyjny, a nie strona firmowa. Sitario ma sens tam, gdzie kancelaria pracuje lokalnie, przyjmuje klientów indywidualnych i małe firmy i potrzebuje strony, która rzetelnie odpowiada na pytania z pierwszej rozmowy.

Co zrobić w tym tygodniu

Otwórzcie swoją stronę na telefonie i przeczytajcie pierwszy ekran oczami kobiety z kopertą z początku tego tekstu. Czy w trzy sekundy widać, jakimi sprawami się zajmujecie i w jakim mieście? Czy jest liczba przy konsultacji? Czy da się zadzwonić jednym kliknięciem? Jeśli któraś odpowiedź brzmi „nie”, macie gotową listę zmian na jeden wieczór, a resztę, czyli podstrony pod poszczególne sprawy, można dopisywać spokojnie, jedna po drugiej.