Freelancer czy agencja? Komu zlecić stronę i czym to się kończy
Na biurku leżą dwie oferty na tę samą stronę dla firmy remontowej. Jedna od chłopaka, który robi strony po godzinach i wziął 2 800 zł. Druga od agencji z ładnym PDF-em, harmonogramem i kwotą 7 400 zł. Obie mówią mniej więcej to samo: strona z podstronami, formularz, wersja na telefon, wdrożenie. Różnica to prawie pięć tysięcy złotych i nikt nie potrafi wytłumaczyć, za co dokładnie.
Ta decyzja rzadko rozstrzyga się na jakości projektu graficznego, bo na tym etapie nikt jeszcze nic nie widział. Rozstrzyga się na tym, co dzieje się w trzecim miesiącu i w drugim roku: kto odbierze telefon, gdy trzeba zmienić cennik, komu należy domena i ile kosztuje poprawka, o której nikt nie pomyślał przy podpisywaniu. Poniżej rozkładam obie drogi na części, z widełkami, listą pytań do zadania przed umową i uczciwą uwagą, kiedy żadna z nich nie jest Ci potrzebna.
Co realnie kupujesz, płacąc agencji
Agencja to nie jest droższy freelancer. To inny produkt, w którym płacisz przede wszystkim za proces i za zastępowalność ludzi.
W dobrej agencji projektem zajmuje się kilka osób: ktoś prowadzi kontakt, ktoś projektuje, ktoś koduje, czasem ktoś pisze teksty. Gdy projektant idzie na urlop, projekt nie staje, bo zadania siedzą w systemie, a nie w cudzej głowie. Dostajesz umowę z terminami, fakturę bez proszenia, ustaloną liczbę rund poprawek i kogoś, kto odpowiada za całość, nawet jeśli akurat zmienił się wykonawca. Przy większych projektach ta ciągłość jest warta swojej ceny.
Płacisz też za rzeczy, których na małej stronie firmowej możesz w ogóle nie potrzebować: warsztaty, analizę konkurencji, dedykowany projekt graficzny od zera, testy na kilkunastu urządzeniach, dokumentację. Warsztat samochodowy z trzema podnośnikami dostaje wtedy proces skrojony pod klienta korporacyjnego i płaci za niego pełną stawkę.
Freelancer: taniej i bliżej, ale wszystko wisi na jednej osobie
Freelancer bywa lepszym wyborem niż agencja, i to nie tylko z powodu ceny. Rozmawiasz z człowiekiem, który faktycznie robi tę stronę, a nie z opiekunem przekazującym Twoje uwagi dalej. Decyzje zapadają w jednej rozmowie telefonicznej. Nie ma marży na biuro i handlowca, więc za te same pieniądze dostajesz więcej godzin pracy.
Ryzyko jest jedno i całkiem konkretne: to wszystko wisi na jednej osobie. Freelancer choruje, wyjeżdża, dostaje etat i przestaje odpisywać wieczorami, bo ma nową pracę. Historia, którą słyszę najczęściej, wygląda tak: strona powstała, działała trzy lata, potem trzeba było dodać nową usługę i numer przestał odpowiadać. Firma została z plikami, do których nikt nie ma dostępu, i z hostingiem opłacanym z cudzej karty.
Druga rzecz to zakres kompetencji. Jedna osoba rzadko jest jednocześnie dobrym projektantem, programistą i copywriterem. Zwykle jest mocna w jednym z tych trzech. Jeśli jest mocna w kodzie, teksty będziesz pisać sam, a to właśnie na tekstach zatrzymuje się większość projektów. Co przygotować, żeby nie utknąć w tym miejscu, zebrałem osobno w tekście o tym, co przygotować przed zamówieniem strony.
Widełki: ile to kosztuje i ile trwa
Kwoty poniżej dotyczą strony wizytówkowej dla małej firmy usługowej: kilka podstron, formularz, wersja mobilna, bez sklepu i bez integracji. Rynkowe rozstrzały bywają większe, szczegółowe rozbicie kosztów jest we wpisie ile kosztuje strona internetowa dla firmy.
| Freelancer | Mała agencja (2-8 osób) | Duża agencja | |
|---|---|---|---|
| Cena strony wizytówkowej | 1 500-4 000 zł | 4 000-9 000 zł | od 10 000 zł |
| Od zapytania do publikacji | 2-5 tygodni | 4-10 tygodni | 8-16 tygodni |
| Kto pisze teksty | najczęściej Ty | copywriter w cenie albo dopłata | copywriter w zespole |
| Poprawka rok później | 100-200 zł/h, jeśli odbierze | 150-300 zł za zgłoszenie | pakiet godzin w umowie |
| Główne ryzyko | zniknięcie jednej osoby | rotacja opiekuna projektu | procedura zamiast rozmowy |
| Umowa i faktura | bywa różnie | zwykle są | zawsze są |
Zwróć uwagę na trzeci wiersz, bo on generuje najwięcej opóźnień. Jeśli w ofercie nie ma słowa o tekstach, znaczy to, że napiszesz je sam. Wieczorem, po dwunastu godzinach na budowie.
Siedem pytań przed podpisaniem
Te pytania kosztują pięć minut rozmowy, a oszczędzają tysiące. Zadaj je obu stronom, freelancerowi i agencji, i porównaj nie tyle odpowiedzi, co pewność, z jaką padają.
- Na kogo rejestrujemy domenę? Prawidłowa odpowiedź brzmi: na Twoje dane firmy, nie na wykonawcę.
- Gdzie stoi hosting i czy dostanę do niego dostęp? „U nas, nie ma potrzeby” to odpowiedź, która za trzy lata zamienia się w problem.
- Czy dostanę komplet plików strony po zakończeniu? Jeżeli nie, kupujesz dzierżawę, a nie stronę.
- Ile rund poprawek jest w cenie i ile kosztuje kolejna?
- Kto pisze teksty i czy są wliczone?
- Co dokładnie dzieje się po wdrożeniu: kto łata, kto aktualizuje, ile to kosztuje miesięcznie?
- Czy mogę dostać dwa linki do stron zrobionych rok temu lub wcześniej? Świeże realizacje pokazuje każdy. Ciekawe jest to, co przetrwało dwanaście miesięcy.
Czerwone flagi
Brak umowy przy kwocie powyżej dwóch tysięcy złotych. Nawet krótki dokument z zakresem, terminem i zasadami płatności chroni obie strony, a jego brak zwykle znaczy, że wykonawca sam nie wie, co dokładnie obiecał.
Portfolio bez linków, samymi zrzutami ekranu. Zrzut można zrobić z dowolnego szablonu. Poproś o adresy i wejdź na nie z telefonu.
Hosting „u nas” bez podania panelu i bez informacji, co się dzieje po zakończeniu współpracy. To najczęstszy mechanizm uwięzienia klienta na rynku małych stron.
Cena wyraźnie odstająca w dół przy tym samym zakresie. Zwykle znaczy, że czegoś w tej wycenie nie ma: tekstów, wersji mobilnej, polityki prywatności albo hostingu na drugi rok.
Zero pytań o Twoją firmę na pierwszej rozmowie. Ktoś, kto nie pyta, kto jest Twoim klientem i skąd dziś dzwonią ludzie, sprzeda Ci szablon.
Prawdziwe koszty zaczynają się po starcie
Faktura za wykonanie to zwykle mniej niż połowa tego, co strona kosztuje w ciągu trzech lat. Reszta to hosting i domena, opłata za utrzymanie, jeśli strona stoi na systemie z wtyczkami, i drobne zmiany, których nikt nie przewidział: nowa usługa, nowy numer, nowe zdjęcia, zmiana godzin.
Warto tu rozróżnić dwie rzeczy, które sprzedaje się pod jedną nazwą. Opieka techniczna nad stroną z wtyczkami polega na łataniu i aktualizowaniu, żeby nic nie padło. Opieka treściowa i analityczna to co innego: pilnowanie, czy strona w ogóle przynosi zapytania, i dokładanie treści pod to, czego ludzie faktycznie szukają. Pierwsza wynika z architektury, druga z tego, że rynek się zmienia. Rozpisałem to w tekście o tym, za co warto płacić przy opiece nad stroną.
Pytaj o te koszty przed podpisaniem, w kwotach rocznych. Wykonawca, który potrafi je podać od ręki, przeszedł przez to wiele razy.
Kiedy żadna z tych opcji nie jest Ci potrzebna
Jeśli potrzebujesz strony, która ma pokazać, czym się zajmujesz, gdzie działasz i jak Cię złapać, obie drogi są przerostem formy. Płacisz tygodnie kalendarzowe i kilka tysięcy złotych za pracę, która przy dobrze zdefiniowanym zakresie jest powtarzalna.
W Sitario ten sam zakres robi system: opisujesz firmę w formularzu, a po około godzinie oglądasz gotową stronę z tekstami, projektem, wersją mobilną i formularzem kontaktowym. Płacisz dopiero po obejrzeniu, więc nie ma zaliczki w ciemno. Pakiet Start to 249 zł jednorazowo razem z hostingiem na pierwszy rok, odnowienie od drugiego roku kosztuje 149 zł rocznie. Domena rejestruje się na Twoje dane, źródła strony pobierasz w każdej chwili, a po starcie masz panel z edytorem, statystykami i skrzynką na zapytania z formularza. Różnice między pracą człowieka a pracą systemu opisaliśmy szerzej w porównaniu strona od agencji czy generator AI.
To nie jest wybór dla każdego. Jeśli potrzebujesz sklepu z płatnościami, systemu rezerwacji zintegrowanego z Twoim kalendarzem, kalkulatora wyceny albo strony w identyfikacji wizualnej zaprojektowanej od zera pod markę, potrzebujesz człowieka. Wtedy pytanie brzmi już tylko: freelancer czy agencja, i wracasz do tabeli wyżej.
Jak zdecydować w pięć minut
Policz, ile podstron naprawdę potrzebujesz i czy w projekcie jest choć jedna funkcja, której nie da się opisać jednym zdaniem. Jeśli nie ma żadnej, nie zatrudniaj nikogo do składania wizytówki. Jeśli jest jedna, wybierz freelancera z pisemną umową i dostępami po Twojej stronie. Jeśli takich funkcji jest kilka, terminy są sztywne, a w grę wchodzi marka i budżet powyżej dziesięciu tysięcy, weź agencję i traktuj proces jako część produktu.
Cokolwiek wybierzesz, zabezpiecz trzy rzeczy w dniu podpisania: domena na Twoje dane, dostęp do hostingu i komplet plików po zakończeniu. Reszta jest do naprawienia. Te trzy potrafią zablokować firmę na lata.