S Sitario
Zamów stronę
Wszystkie artykuły

Strona od agencji czy generator AI? Porównanie dla małej firmy

porownania

Mechanik z Piaseczna potrzebuje strony, bo klienci pytają w telefonie “a macie jakąś stronę, żebym zobaczył gdzie to jest?”. Nie potrzebuje sklepu. Nie potrzebuje bloga. Potrzebuje adresu, godzin otwarcia, zdjęcia warsztatu, listy usług i formularza, przez który ktoś umówi wymianę rozrządu. Tyle.

I ten mechanik ma dziś trzy drogi: zamówić stronę w agencji, sklikać coś samemu w kreatorze, albo zlecić generatorowi AI, który zrobi to za niego. Każda z tych dróg kończy się “stroną w internecie”, ale to, co dzieje się po drodze — ile to trwa, ile kosztuje i ile razy trzeba do kogoś napisać — różni się drastycznie.

Poniżej rozkładamy te drogi na części. Bez udawania, że generator wygrywa zawsze, bo nie wygrywa. Są projekty, przy których agencja jest jedynym rozsądnym wyborem. Ale są też takie — i to jest większość małych firm usługowych — gdzie płacenie agencji 5 tysięcy za wizytówkę to po prostu przepalanie pieniędzy.

Jak wygląda proces w agencji

Jeśli nigdy nie zamawialiście strony w agencji, oto typowy przebieg. Nie karykatura — realny proces, który dobra agencja przechodzi z klientem, bo taka jest natura pracy projektowej z człowiekiem po drugiej stronie.

Etap 1: zapytanie i wycena (tydzień, czasem dwa)

Wysyłacie zapytanie do trzech, czterech agencji. Część nie odpisze wcale. Część odpisze pytaniem o budżet, zanim poda cenę. W końcu dostajecie wyceny — i one potrafią się różnić trzykrotnie za pozornie to samo. Strona wizytówkowa dla warsztatu: jedna agencja mówi 3 500 zł, druga 6 000 zł, trzecia 9 500 zł “bo robimy dedykowany projekt graficzny”. Skąd te różnice i co realnie wchodzi w cenę, rozpisaliśmy osobno w artykule ile kosztuje strona internetowa dla firmy.

Etap 2: brief i materiały (tu utyka najwięcej projektów)

Agencja przysyła brief: kilkanaście do kilkudziesięciu pytań o firmę, konkurencję, kolory, przykładowe strony, które się podobają. Do tego prośba o materiały — logo w wektorze (którego zwykle nie ma), zdjęcia (których zwykle nie ma), teksty (których na pewno nie ma).

I to jest moment, w którym projekt strony dla gabinetu kosmetycznego potrafi stanąć na sześć tygodni. Nie z winy agencji. Właścicielka gabinetu ma klientki od 9 do 19, a wieczorem nie siada pisać opisów zabiegów. Agencja czeka na materiały, klientka czuje się winna, projekt wisi. Kto przeszedł przez wdrożenie strony po stronie klienta, ten wie, że “czekamy na treści od klienta” to najczęstszy status w agencyjnych systemach projektowych.

Etap 3: projekt, poprawki, poprawki poprawek

Przychodzi makieta albo projekt graficzny. Coś się podoba, coś nie. Zaczyna się wymiana maili: “przycisk bardziej widoczny”, “to zdjęcie jednak nie”, “czy nagłówek może być inny”. Każda runda to dzień lub dwa oczekiwania na odpowiedź, bo agencja ma równolegle ośmiu innych klientów. Umowa zwykle przewiduje dwie albo trzy rundy poprawek — powyżej tego zaczyna się dopłacanie za roboczogodziny.

Etap 4: wdrożenie i to, o czym nikt nie mówi przy wycenie

Strona wchodzi na serwer. I tu pojawiają się koszty, których nie było w pierwszej rozmowie: hosting (200–600 zł rocznie), domena, certyfikat SSL, czasem “pakiet opieki” za 100–300 zł miesięcznie, bo strona na WordPressie bez aktualizacji wtyczek prędzej czy później zostanie zhakowana albo się wysypie. A gdy za rok trzeba będzie zmienić godziny otwarcia czy dodać nową usługę — mail do agencji, wycena drobnej zmiany, faktura na 150–300 zł.

Podsumowując typowy scenariusz: 3 000–8 000 zł na start, 4 do 10 tygodni od pierwszego maila do działającej strony, kilkanaście do kilkudziesięciu maili po drodze, plus stałe koszty utrzymania. Za te pieniądze dostaje się jednak człowieka, który myśli za klienta — i przy niektórych projektach to jest warte każdej złotówki. Do tego wrócimy.

Jak wygląda ten sam proces w Sitario

Teraz druga droga. Opiszemy ją na przykładzie Sitario, bo znamy go od podszewki, ale mechanika dotyczy generatorów stron AI jako kategorii — z tą różnicą, że większość “generatorów AI” na rynku to w praktyce kreatory, w których i tak trzeba potem samemu klikać. O tym niżej.

Formularz zamiast briefu

Zamiast trzydziestu pytań w PDF-ie — formularz na 10 minut. Czym zajmuje się firma, gdzie działa, jakie usługi, dane kontaktowe, preferencje kolorystyczne, jeśli ktoś je ma. To są dokładnie te informacje, które agencja i tak by wyciągała briefem, tylko zebrane od razu, w jednym podejściu, bez wymiany maili.

Generowanie zamiast tygodni projektowania

Na podstawie formularza system buduje kompletną stronę: układ dobrany pod branżę, teksty napisane pod konkretną firmę (nie lorem ipsum i nie ogólniki o “wysokiej jakości usługach”), paleta kolorów, ikony, podstrony, formularz kontaktowy, polityka prywatności. To nie jest szablon z podmienionym logo — struktura i treść powstają pod dane z formularza.

Kluczowa rzecz, która odróżnia ten model od kreatorów typu Wix: właściciel warsztatu nie buduje niczego sam. Nie przesuwa bloczków, nie wybiera spośród 800 szablonów, nie uczy się edytora. Dostaje gotowy efekt do oceny. Porównanie z klasycznymi kreatorami rozpisaliśmy w tekście Wix czy Sitario — to jest inna decyzja niż “agencja czy generator” i inne kompromisy.

Podgląd przed płatnością

Wygenerowaną stronę oglądacie w całości przed zapłaceniem. To odwrócenie agencyjnego modelu, w którym najpierw podpisuje się umowę i płaci zaliczkę, a dopiero potem widzi pierwszy projekt. Tu ryzyko “zapłaciłem i nie podoba mi się” znika z definicji: nie podoba się — nie płacicie i nikt do nikogo nie dzwoni.

Tego samego dnia na własnej domenie

Po akceptacji strona wchodzi na domenę firmy — nie na subdomenę usługodawcy z doklejoną reklamą. Hosting, certyfikat SSL, wersja mobilna, podstawowa optymalizacja pod Google: w cenie, skonfigurowane automatycznie. Całość: 199 zł z hostingiem na rok, odnowienie 149 zł rocznie. Nie 199 zł miesięcznie — 199 zł raz.

Od wypełnienia formularza do działającej strony na własnej domenie mija godzina, a nie kwartał. I przez całą tę godzinę nie trzeba było z nikim rozmawiać, niczego negocjować ani na nikogo czekać.

A poprawki po starcie?

Godziny otwarcia się zmieniły, doszła nowa usługa, wymiana zdjęcia — do tego służy panel edycji. Zmianę wprowadza się samemu, od ręki, bez maila do agencji i bez faktury za kwadrans pracy programisty. To załatwia problem, który w modelu agencyjnym generuje najwięcej frustracji po wdrożeniu: strona żyje, firma się zmienia, a każda drobnostka wymaga zlecenia.

Porównanie w liczbach

AgencjaSitario (generator AI)
Czas do publikacji4–10 tygodniok. 1 godzina, strona live tego samego dnia
Koszt startowy3 000–8 000 zł199 zł (z hostingiem na rok)
Koszt roczny po starcie300–1 000 zł (hosting, domena) + ew. pakiet opieki 1 200–3 600 zł149 zł
Poprawki przed startem2–3 rundy w cenie, kolejne płatne, każda = dni oczekiwaniapodgląd przed płatnością; nie odpowiada — nie płacisz
Zmiany po starciemail do agencji, wycena, zwykle 150–300 zł za drobiazgsamodzielnie w panelu, w cenie
Twój nakład pracybrief, materiały, dziesiątki maili, odbiory etapówformularz 10 minut + jedna decyzja przy podglądzie
Ryzykozaliczka przed efektem, projekt może utknąć na miesiącezerowe finansowo (płatność po obejrzeniu strony)
Sufit możliwościpraktycznie brak — sklepy, systemy, integracjestrona firmowa: oferta, kontakt, treści; bez sklepu i dedykowanych systemów

Ostatni wiersz tej tabeli jest równie ważny jak pozostałe. Przejdźmy przez niego uczciwie.

Kiedy agencja jest lepszym wyborem

Piszemy narzędzie, które konkuruje z agencjami, więc moglibyśmy udawać, że agencje są zbędne. Nie są. Są cztery sytuacje, w których odesłalibyśmy klienta do agencji lub software house’u bez wahania:

Sklep internetowy

E-commerce to nie strona, tylko system: magazyn, płatności, faktury, zwroty, integracje z kurierami i hurtowniami. Generator strony firmowej tego nie zrobi i nie powinien udawać, że zrobi. Sklep z prawdziwym asortymentem to projekt na dedykowane wdrożenie i budżet zaczynający się tam, gdzie budżety wizytówek się kończą.

Rezerwacje, panele klienta, logika biznesowa

Przychodnia z rejestracją online zsynchronizowaną z grafikami pięciu lekarzy. Wypożyczalnia z kalendarzem dostępności sprzętu. Portal z kontami użytkowników. Wszędzie tam, gdzie strona ma robić coś więcej niż informować i zbierać zapytania, potrzebny jest zespół, który zaprojektuje procesy — a potem będzie je utrzymywał.

Branding budowany od zera

Jeśli firma dopiero powstaje i potrzebuje całej tożsamości — nazwy, logo, identyfikacji, tonu komunikacji — to jest praca strategiczna i warsztatowa. Dobra agencja brandingowa zada pytania, których założyciel sam sobie nie zada, i to jest jej realna wartość. Strona jest wtedy ostatnim elementem układanki, nie pierwszym.

Duże serwisy contentowe

Portal z setkami artykułów, rozbudowaną strukturą kategorii, wieloma redaktorami i przemyślaną architekturą SEO to projekt redakcyjno-techniczny. Tu koszt agencji zwraca się w organizacji pracy, nie w samym kodzie.

Wspólny mianownik tych czterech przypadków: płacicie agencji nie za “stronę”, tylko za myślenie projektowe i systemy szyte na miarę. Gdy tego myślenia faktycznie potrzeba, 15 czy 40 tysięcy złotych bywa dobrze wydane.

Kiedy generator wygrywa — i dlaczego to większość małych firm

Odwróćmy pytanie: ile z firm, które dziś płacą agencjom kilka tysięcy za stronę, należy do którejś z powyższych kategorii? Z naszego doświadczenia — mniejszość. Typowe zlecenie “strona dla firmy” to warsztat, gabinet, kancelaria, firma remontowa, hydraulik, biuro rachunkowe, trener personalny. Czyli:

  • strona ma informować i zbierać zapytania, nie obsługiwać transakcje;
  • budżet jest realny, czyli raczej do 1 000 zł niż od 5 000 zł;
  • liczy się czas — strona potrzebna na już, bo klienci pytają, a wizytówka Google to za mało;
  • nikt w firmie nie będzie “zarządzał stroną” — ma działać sama.

Dla takiej firmy agencyjny proces jest nieproporcjonalny do potrzeby. To jak zamawianie projektu architektonicznego, żeby postawić wiatę na rower. Wracając do mechanika z początku: jego strona to pięć podstron, kilkanaście akapitów tekstu i formularz. Agencja policzy za to 4 000 zł i dostarczy w sześć tygodni — nie dlatego, że jest nieuczciwa, tylko dlatego, że jej proces (brief, makiety, rundy poprawek, project manager) tyle kosztuje niezależnie od skali projektu.

I tu dochodzimy do sedna argumentu za generatorem, które nie jest argumentem o cenie. Właściciel małej firmy w pół godziny dostaje pełen, domknięty pakiet: stronę z treścią, hosting, domenę podpiętą, certyfikat, formularz, wersję mobilną, panel do zmian. Nie musi się z nikim kontaktować, niczego odbierać etapami, pilnować terminów ani rozstrzygać, czy poprawka mieści się w umowie. Cały koszt koordynacji — te dziesiątki maili, które w modelu agencyjnym są nieodłączną częścią projektu — po prostu znika. A efekt końcowy jest technicznie poprawny: szybki, responsywny, z podstawowym SEO. Czyli dokładnie to, co w agencyjnej ofercie nazywa się “profesjonalnym wdrożeniem”, tylko bez procesu dookoła.

Czy każda strona z agencji jest lepsza od wygenerowanej? Widzieliśmy zbyt wiele agencyjnych wdrożeń za 5 tysięcy postawionych na przeciążonym WordPressie z 40 wtyczkami, ładujących się sześć sekund na telefonie, żeby przyjąć to na wiarę. Wysoka cena kupuje proces i człowieka po drugiej stronie. Jakości technicznej — niekoniecznie.

”To może zrobię sam?”

Zostaje trzecia droga, o którą pyta każdy, kto wpisuje w Google “strona internetowa agencja czy samemu”: kreator typu Wix czy WordPress na własnym hostingu.

Krótko: to działa, jeśli macie czas i cierpliwość. Realistycznie to kilkanaście–kilkadziesiąt godzin nauki i klikania, comiesięczny abonament (w kreatorach sensowny plan z własną domeną kosztuje więcej rocznie niż całe Sitario) i efekt zależny od własnego oka do designu. Część osób robi to dobrze. Większość kończy z projektem porzuconym w połowie albo stroną, która wygląda dokładnie jak samodzielnie sklejona. Jeśli rozważacie tę drogę, przeczytajcie nasze szczegółowe porównanie Wix czy Sitario — tam rozkładamy koszty i nakład pracy godzina po godzinie.

Generator AI jest w praktyce czwartą drogą, która łączy zalety dwóch pozostałych: efekt “ktoś zrobił to za mnie” jak w agencji, przy koszcie i tempie samodzielnego klikania — minus samo klikanie.

Jak podjąć decyzję: trzy pytania

Zamiast ogólnej rady, prosty test. Odpowiedzcie na trzy pytania:

  1. Czy strona ma sprzedawać online albo obsługiwać rezerwacje/konta klientów? Jeśli tak — agencja lub software house. Bez dyskusji.
  2. Czy budujecie markę od zera i potrzebujecie logo, nazwy, strategii? Jeśli tak — najpierw agencja brandingowa, strona potem.
  3. Czy strona ma przedstawiać firmę, pokazywać ofertę i zbierać kontakty — a budżet i czas są ograniczone? Jeśli tak — generator. Za różnicę w cenie względem agencji (licząc ostrożnie: 3 000 zł) mechanik z Piaseczna kupi klucz dynamometryczny i opłaci rok reklam lokalnych, a gabinet kosmetyczny — nowe urządzenie do zabiegu, który realnie zarabia.

Strona firmowa jest narzędziem, nie inwestycją wizerunkową samą w sobie. Ma być online szybko, wyglądać porządnie, generować zapytania i nie zawracać głowy. Jeśli to opisuje waszą potrzebę — wypełnijcie formularz i za godzinę oceńcie efekt na własne oczy, zanim wydacie złotówkę. A jeśli po podglądzie uznacie, że jednak potrzebujecie agencji — przynajmniej będziecie wiedzieli dokładnie, za co dopłacacie.

Przeczytaj też