Ile trwa zrobienie strony internetowej? Od kilku godzin do kilku miesięcy
Pytanie pada zwykle w pierwszej rozmowie: „za ile to będzie gotowe?”. Właściciel firmy ma dobry powód, żeby je zadać. Otwiera warsztat pierwszego września, rusza z sezonem w marcu, wydrukował już ulotki z adresem strony, której jeszcze nie ma. Potrzebuje daty w kalendarzu, nie rozważań.
Odpowiedź, którą słyszy najczęściej, brzmi „to zależy” i wygląda na wykręt. Nie jest nim, ale sama z siebie nic nie daje. Rozłóżmy więc ten czas na części: ile trwa każda z czterech dróg do strony firmowej, co w praktyce pochłania dni, i co możesz zrobić, żeby skrócić kalendarz o połowę. Na końcu jedna rzecz, o której mało kto uprzedza. Czas do uruchomienia strony i czas do pierwszych klientów z Google to dwie zupełnie różne liczby.
Od czego to zależy naprawdę
Trzy zmienne decydują o wszystkim, a technologia jest dopiero trzecią z nich.
Pierwsza to zakres. Strona firmowa z opisem usług, cennikiem, mapą i formularzem to zupełnie inne przedsięwzięcie niż sklep z pięciuset produktami czy portal z kontami użytkowników. Jeśli czytasz ten tekst jako właściciel firmy usługowej, mówimy o tej pierwszej kategorii, i to dobra wiadomość, bo ona jest najszybsza.
Druga zmienna to treść. Ktoś musi napisać, czym się zajmujesz, dla kogo pracujesz i czym różnisz się od trzech konkurentów z tej samej ulicy. To zdanie wygląda niewinnie, a w praktyce zatrzymuje więcej projektów niż jakikolwiek problem techniczny. Trzecia zmienna to liczba osób podejmujących decyzje. Jednoosobowa firma decyduje w kwadrans. Spółka trzech wspólników potrafi zatrzymać projekt na dwa tygodnie na etapie wyboru odcienia zieleni.
Cztery drogi, cztery kalendarze
Zanim wejdziemy w szczegóły, obraz z lotu ptaka. Czasy poniżej dotyczą typowej strony firmowej dla małej firmy usługowej, nie sklepu i nie serwisu z logowaniem.
| Droga | Czas do uruchomienia | Twój czas pracy |
|---|---|---|
| Done-for-you z AI | ok. 1 godzina | 10 minut formularza |
| Kreator, robisz sam | weekend do kilku tygodni | 20-40 godzin klikania |
| WordPress z wykonawcą | dni do tygodni | zebranie treści, konsultacje, testy |
| Agencja | 2-6 tygodni, przy szerszym zakresie miesiące | brief, materiały, rundy poprawek |
Różnice biorą się głównie z tego, kto pisze teksty i ile razy coś wraca do poprawki. Sama praca „techniczna” zajmuje w każdej z tych dróg zaskakująco mało.
Agencja: dwa tygodnie w najlepszym razie
Solidne studio potrzebuje na prostą stronę firmową od dwóch do sześciu tygodni. Kalendarz wygląda z grubsza tak: tydzień na brief i ustalenia, tydzień lub dwa na projekt graficzny i akceptację, tydzień na wdrożenie, potem runda poprawek i publikacja. Przy większym zakresie, integracjach albo sesji zdjęciowej te terminy rosną do trzech miesięcy i nikogo w branży to nie dziwi.
Ważna uwaga, bo tu leży najczęstsze nieporozumienie: agencja rzadko jest wolna z własnej winy. Kalendarz najczęściej rozjeżdża się po Twojej stronie. Wykonawca czeka na logo w krzywych, na zdjęcia z realizacji, na decyzję, czy sekcja „o nas” ma zawierać zdjęcie zespołu. Każde takie oczekiwanie to kilka dni, a często tydzień, bo prowadzisz firmę i strona nie jest Twoim jedynym zajęciem.
Kreator: weekend, który zamienia się w miesiąc
„Zrobię sobie sam w weekend” to najczęściej powtarzane zdanie i najrzadziej dotrzymana obietnica. Kliknięcie szablonu faktycznie zajmuje kwadrans, tylko że potem zaczyna się reszta: wybór układu, wgranie zdjęć w odpowiednich rozmiarach, walka z tym, że na telefonie wszystko się rozjeżdża, i przede wszystkim pisanie tekstów o własnej firmie.
Realistyczny rachunek to 20 do 40 godzin pracy rozłożonych na wieczory i weekendy. Przy jednym wieczorze tygodniowo robi się z tego półtora miesiąca, i to przy założeniu, że nie odpuścisz w połowie, co zdarza się bardzo często. Jeśli chcesz iść tą drogą świadomie, przygotowałem osobny przewodnik: jak zrobić stronę internetową samemu. Nie ma w tym nic złego, pod jednym warunkiem: policz swoje godziny jak koszt, bo one też są warte pieniądze.
Done-for-you z AI: godziny zamiast tygodni
Trzecia droga odwraca kolejność. Zamiast dostarczać materiały wykonawcy i czekać na projekt, opisujesz firmę w formularzu, a gotową stronę oglądasz, zanim zdecydujesz, czy ją bierzesz.
Tak działa Sitario. Formularz zajmuje około dziesięciu minut i pyta o rzeczy, które znasz na pamięć: czym się zajmujesz, dla kogo pracujesz, jakie usługi mają się znaleźć na stronie. Nie pyta o fonty, siatki ani responsywność. Potem system pisze teksty pod Twoją branżę, dobiera kolory, projektuje ikony i składa stronę. Podgląd dostajesz w około godzinę, a w produkcji ostatnie zlecenia zamykały się w okolicach pięćdziesięciu minut od wysłania formularza. Publikacja na Twojej domenie to kwestia tego samego dnia. Cena to 249 zł jednorazowo w pakiecie Start, z hostingiem, certyfikatem SSL i formularzem kontaktowym na pierwszy rok w środku. Płacisz przy zamówieniu, ale gotową stronę akceptujesz dopiero po obejrzeniu podglądu, a brak akceptacji oznacza zwrot całej kwoty. Jak wygląda ten proces od środka, opisałem szczegółowo w tekście strona w godzinę: jak to działa.
Uczciwie o granicach tej drogi, bo nie jest dla każdego. Zakres jest jasno zdefiniowany: strona firmy usługowej, nie sklep, nie portal z kontami klientów, nie system rezerwacji spięty z kasą. Jeśli potrzebujesz niestandardowej funkcji albo identyfikacji wizualnej projektowanej od zera pod markę, to zadanie dla agencji i wtedy tamte dwa do sześciu tygodni są w pełni uzasadnione.
Co naprawdę zżera dni
Warto to powiedzieć wprost, bo zmienia sposób planowania. W typowym projekcie strony firmowej najwięcej czasu nie pochłania kod ani grafika. Pochłaniają go:
- zbieranie treści, czyli opisy usług, cennik, godziny, dane do kontaktu;
- zdjęcia, bo albo ich nie ma, albo są w pięciu miejscach na dwóch telefonach;
- decyzje, zwłaszcza gdy podejmuje je więcej niż jedna osoba;
- rundy poprawek, z których każda oznacza wysłanie, czekanie i odpowiedź;
- domena i skrzynka pocztowa, jeśli trzeba je dopiero założyć albo przenieść.
Dlatego dwie firmy zamawiające tę samą stronę u tego samego wykonawcy dostają ją w odstępie kilku tygodni. Różnica nie leży w wykonawcy, tylko w tym, jak szybko dowożą swoją część.
Co skraca kalendarz o połowę
Skoro wiadomo, gdzie ucieka czas, wiadomo też, gdzie go odzyskać. Przygotuj materiały zanim cokolwiek zamówisz: listę usług, widełki cen, zdjęcia w jednym folderze, adres i godziny otwarcia, logo w najlepszej jakości, jaką masz. Wyznacz jedną osobę, która decyduje, i daj sobie na akceptację jeden dzień, nie tydzień. Zamiast pięciu drobnych poprawek wysyłanych osobno, zbierz je w jedną listę.
Zawęź też zakres na start. Strona z pięcioma sekcjami, która działa od jutra, zarabia więcej niż perfekcyjna strona z blogiem, kalkulatorem i galerią, która ruszy w listopadzie. Rozbudujesz ją później, kiedy będziesz wiedzieć, o co pytają ludzie dzwoniący z formularza.
Uruchomienie to nie to samo co efekt
Ostatnia rzecz i najczęstsze rozczarowanie. Strona gotowa w godzinę nie oznacza klientów w godzinę. To dwa osobne zegary. Publikacja jest wydarzeniem jednorazowym, a widoczność w Google narasta tygodniami: indeksacja pierwszych podstron zwykle w kilka dni, pierwsze frazy z długiego ogona po miesiącu lub dwóch, sensowne pozycje lokalne zwykle po trzech do sześciu miesięcy. Pierwsze dane w statystykach zobaczysz mniej więcej po dwóch dobach od publikacji.
Dobra wiadomość jest taka, że im wcześniej strona stoi, tym wcześniej ten drugi zegar rusza. Trzy tygodnie zwłoki w uruchomieniu to trzy tygodnie później w każdym kolejnym kroku. Jak wygląda realistyczna oś czasu od publikacji do pierwszych telefonów, rozpisałem w osobnym tekście: kiedy strona zacznie przynosić klientów.
Podsumowanie
Na pytanie „ile to potrwa?” da się odpowiedzieć konkretnie, jeśli wcześniej odpowiesz na trzy inne: jaki zakres, kto pisze teksty, kto decyduje. Dla typowej strony firmy usługowej realne widełki to od jednej godziny w modelu done-for-you, przez kilka tygodni wieczorów przy samodzielnym klikaniu, po dwa do sześciu tygodni w agencji. Wybór między nimi nie sprowadza się do samego terminu, bo w grę wchodzą też budżet i to, ile pracy chcesz wykonać osobiście. Ten drugi rachunek, ze wszystkimi kwotami, zrobiłem w tekście ile kosztuje strona internetowa dla firmy.
Jedno warto zapamiętać niezależnie od wybranej drogi: najdroższy jest tydzień, w którym strona mogła już działać, a nie działała.