S Sitario
EN
Wszystkie artykuły

Facebook zamiast strony internetowej? Kiedy fanpage wystarczy, a kiedy tracisz klientów

porownaniaporadnik

Masz fanpage, wrzucasz zdjęcia realizacji, czasem promocję, klienci piszą do Ciebie w Messengerze. Działa, więc pytanie nasuwa się samo: po co jeszcze strona, skoro Facebook robi tę robotę za darmo? To jedno z częstszych pytań, jakie słyszymy od właścicieli małych firm, i wcale nie jest głupie. Fanpage naprawdę potrafi wystarczyć, tylko w węższym zakresie, niż się wydaje.

Ten tekst nie namawia Cię, żeby rzucić Facebooka. Pokazuje, gdzie fanpage pracuje świetnie, gdzie kończy się jego zasięg i w którym momencie brak strony zaczyna kosztować klientów, których nawet nie zobaczysz w statystykach. Bez straszenia i bez zachwytów nad „obecnością w social mediach”, za to z konkretami.

Co fanpage robi dobrze

Zacznijmy od tego, za co Facebook naprawdę zasługuje na miejsce w Twoim marketingu. Fanpage to żywy kanał kontaktu z ludźmi, którzy już Cię znają albo są blisko. Wrzucasz świeże zdjęcie z realizacji, informujesz o zmianie godzin przed świętami, ogłaszasz promocję na wymianę opon i te osoby to widzą. Kwiaciarnia pokazuje bukiety na Walentynki dzień po dniu, salon fryzjerski wrzuca metamorfozy, restauracja daje znać, że jest dziś świeży sandacz.

Do tego dochodzi Messenger, w którym klient napisze szybciej niż zadzwoni, i wydarzenia, opinie, grupy lokalne, gdzie polecają Cię inni mieszkańcy. Dla firmy, która żyje z powtarzalnego kontaktu z okolicą, to realna wartość. Nie udajemy, że jest inaczej. Problem zaczyna się, gdy fanpage ma być jedyną obecnością firmy w internecie, bo wtedy próbujesz nim załatać dziury, do których nie został stworzony.

Zasięg, którego nie widać

Pierwsza dziura jest najboleśniejsza, bo niewidoczna. Wydaje Ci się, że post trafia do wszystkich, którzy polubili stronę. Nie trafia. Zasięg organiczny, czyli darmowy, spadał na Facebooku latami i dziś pojedynczy post widzi zwykle kilka procent Twoich obserwujących. Jeśli stronę lubi 800 osób, Twoją najnowszą ofertę zobaczy realnie kilkadziesiąt, często mniej.

Reszta ginie w algorytmie, który promuje treści od znajomych i płatne reklamy, a firmowe posty spycha na dół. Efekt jest taki, że wrzucasz w próżnię i sam nie wiesz, ile osób dotarło do informacji. Żeby dotrzeć szerzej, musisz płacić za zasięg, i to co post od nowa. To model, w którym wynajmujesz dostęp do własnych obserwujących, zamiast po prostu go mieć.

Budujesz na cudzym gruncie

Druga rzecz jest głębsza i dotyczy własności. Fanpage nie jest Twój. Żyje na warunkach Facebooka: jego regulaminie, jego algorytmie i jego decyzjach. Konta firmowe bywają blokowane przez pomyłkę systemu, po zgłoszeniu konkurencji albo przy zmianie zasad, a odzyskanie dostępu potrafi trwać tygodniami, jeśli w ogóle się uda. Znikają wtedy nie tylko posty, ale i cała lista kontaktów, opinie i historia, którą budowałeś latami.

Porównaj to ze stroną na własnej domenie. Domena i kod należą do Ciebie, nikt nie skasuje ich decyzją z drugiego końca świata, a jeśli zmienisz wykonawcę, zabierasz wszystko ze sobą. To nie jest teoretyczne ryzyko. To różnica między firmą, która stoi na swoim, a firmą, która wynajmuje kąt i modli się, żeby właściciel nie zmienił zamka.

Facebook a Google to dwie różne planety

Zdecydowana większość nowych klientów usług szuka pomocy w Google, nie na Facebooku. Ktoś wpisuje „hydraulik Piaseczno” albo „naprawa pralek w okolicy” i przegląda wyniki. Fanpage w tych wynikach praktycznie nie istnieje. Facebook z zasady utrudnia Google indeksowanie treści z profili, więc na konkretne frazy usługowe Twoja strona firmowa może się pokazać, a fanpage nie.

To oznacza, że opierając się na samym Facebooku, jesteś widoczny głównie dla tych, którzy już Cię znają, i niewidoczny dla całej reszty rynku, która dopiero szuka. Wizytówka Google łata część tej luki i warto ją mieć, ale i ona nie zamyka sprzedaży sama. Rozłożyliśmy to w tekście o tym, czy lepsza jest wizytówka Google, czy strona internetowa. Jeśli chcesz, żeby firma pojawiała się w Google, gdy ktoś w Twoim mieście szuka usługi, potrzebujesz treści na własnej stronie. Jak to działa krok po kroku, opisaliśmy w przewodniku po lokalnym SEO dla małej firmy.

Jak firma bez strony wygląda w oczach klienta

Jest jeszcze wymiar, o którym mało kto mówi wprost: pierwsze wrażenie. Przy drobnym, tanim zleceniu klient sprawdzi opinie i napisze. Ale przy większej robocie, remoncie łazienki za kilkanaście tysięcy, meblach na wymiar, obsłudze księgowej firmy, ta sama osoba szuka dowodów, że ma do czynienia z kimś poważnym. Brak strony w takim momencie potrafi zapalić czerwoną lampkę.

Fanpage z ostatnim postem sprzed pół roku i bez cennika czy zakresu usług wygląda jak dorywcze zajęcie, a nie firma, której powierzy się większe pieniądze. Nie chodzi o to, że Facebook jest zły. Chodzi o to, że przy poważniejszej decyzji klient chce zobaczyć uporządkowaną ofertę, realizacje, jasny kontakt i poczucie, że firma nigdzie nie zniknie. Tego kafelek w social mediach nie daje.

Najlepszy układ to fanpage i strona razem

Najczęstszy błąd w tym pytaniu to założenie, że trzeba wybrać jedno. Nie trzeba. Fanpage i strona pracują na dwóch różnych etapach i wzmacniają się nawzajem. Widać to od razu, gdy rozbić ich role:

Fanpage na FacebookuStrona internetowa
Główna rolapodtrzymać relację, dać znać na bieżącoprzekonać, domknąć, złapać kontakt
Zasięggłównie ci, którzy już Cię znajątakże nowi klienci z Google
Widoczność w Googleznikomapełna, na frazy usługowe
Własnośćkonto po stronie FacebookaTwoja domena i Twój kod
KontaktMessenger, komentarzeformularz z leadem na Twój e-mail

Układ jest prosty: fanpage utrzymuje ciepłą relację z tymi, którzy już Cię znają, a strona łapie nowych i domyka sprzedaż. Post na Facebooku może kierować na stronę po szczegóły, a strona może zapraszać do śledzenia profilu. Jedno karmi drugie.

Kłopot w tym, że postawienie tej drugiej nogi wielu właścicieli odkłada w nieskończoność, bo kojarzy się z tygodniami pracy albo wieczorami na kreatorze. Dokładnie ten problem rozwiązuje Sitario. Opisujesz firmę w formularzu (czym się zajmujesz, gdzie działasz, jaki masz telefon), a gotową stronę oglądasz w jakąś godzinę. Płacisz dopiero wtedy, gdy ją zobaczysz i zaakceptujesz, a jeśli efekt Ci nie odpowiada, dostajesz zwrot. Strona staje na Twojej domenie, kod i domena są Twoje, a formularz kontaktowy wysyła zapytania prosto na Twój e-mail. 249 zł raz, z hostingiem na rok, bez abonamentu tykającego co miesiąc. Ile realnie kosztuje strona dla małej firmy i co składa się na tę cenę, rozpisaliśmy w przewodniku ile kosztuje strona internetowa dla firmy.

Kiedy sam fanpage faktycznie wystarczy

Żeby było uczciwie: są firmy, którym strona doda niewiele. Jeśli sprzedajesz głównie stałym klientom z okolicy, żyjesz z poleceń i prostych zleceń od ręki, a Twój biznes opiera się na częstych, drobnych aktualnościach (dzisiejsze menu, wolny termin na jutro, świeża dostawa), dobrze prowadzony fanpage potrafi wystarczyć na długo. Food truck, mała cukiernia osiedlowa, hobbystyczna pracownia, która i tak ma zapełniony kalendarz, mogą spokojnie zostać przy samym Facebooku.

Granica jest tam, gdzie zaczynasz tracić nowych klientów szukających w Google i większe zlecenia, przy których klient chce zobaczyć poważną ofertę. Jeśli w to celujesz, sam fanpage zostawia pieniądze na stole.

Podsumowanie

Facebook i strona internetowa nie są dla siebie konkurencją. Fanpage świetnie podtrzymuje relację z ludźmi, którzy już Cię znają, ale ma niski zasięg, nie należy do Ciebie i jest niemal niewidoczny dla kogoś, kto dopiero szuka usługi w Google. Strona odwraca każdą z tych słabości: pokazuje Cię nowym klientom, stoi na Twojej własności i domyka kontakt na Twoich zasadach.

Dla firmy żyjącej z osiedlowej społeczności i drobnych zleceń sam fanpage bywa wystarczający. Dla każdej, która chce rosnąć i łapać klientów spoza kręgu znajomych, brak strony to cicha strata: telefony, których nigdy nie było, bo ktoś Cię po prostu nie znalazł. Dobra wiadomość jest taka, że dołożenie tej drugiej nogi nie oznacza już wielkiego projektu, a jednej godziny i decyzji, czy gotowa strona Ci się podoba.