Darmowa strona internetowa: czy warto, czy to pułapka? Uczciwe porównanie
Wpisujesz w Google „darmowa strona internetowa” i w pierwszej dziesiątce wyników masz sześciu kreatorów, z których każdy obiecuje stronę firmową za zero złotych. Brzmi to jak jedyna decyzja bez ryzyka: nic nie płacisz, więc nic nie tracisz. Właściciel małej firmy, który dopiero rusza, ma na głowie dwadzieścia pilniejszych spraw i wydatek na stronę chętnie odłoży na później.
Kłopot polega na tym, że „za darmo” w tej branży rzadko znaczy „bez kosztu”. Znacznie częściej znaczy „koszt jest gdzie indziej”: w adresie strony, w cudzej reklamie nad Twoją ofertą, w limitach, które odkryjesz w trzecim tygodniu, i przede wszystkim w Twoich wieczorach. Rozłóżmy ten rachunek na części. Powiem też wprost drugą rzecz, o której rzadko czyta się na firmowych blogach: są sytuacje, w których darmowa strona jest wyborem zupełnie rozsądnym, i zaraz je wymienię.
Co naprawdę dostajesz na planie darmowym
Darmowe plany różnią się szczegółami, ale schemat mają wspólny. Strona istnieje, działa i wygląda przyzwoicie, tylko że mieszka pod adresem, którego nie wydrukujesz na wizytówce bez zażenowania: twojafirma.wixsite.com/uslugi, nazwa.wordpress.com, sites.google.com/view/nazwa. Nad treścią albo pod nią wyświetla się pasek platformy, czyli reklama cudzej firmy na Twojej stronie. Do tego dochodzą limity, których w porównaniu planów zwykle nie widać na pierwszy rzut oka.
| Co obiecuje reklama | Co znajdujesz po tygodniu |
|---|---|
| Własna strona za 0 zł | Subdomena platformy w adresie |
| Gotowe szablony | Baner reklamowy platformy nad Twoją ofertą |
| Bez umów i zobowiązań | Limit podstron, transferu, czasem miejsca na zdjęcia |
| Formularz kontaktowy | Formularz bez załączników, czasem z logiem platformy |
| Pełna kontrola | Brak eksportu, brak poczty na własnej domenie |
Żadna z tych rzeczy nie jest oszustwem, platformy piszą o nich wprost w porównaniu planów. Rzecz w tym, że pojedynczo każda wygląda na drobiazg, a razem tworzą stronę, która robi wrażenie tymczasowej. Klient to wyczuwa, nawet jeśli nie umie nazwać, co mu nie pasuje.
Rachunek, którego nie ma w cenniku
Zapytaj dowolnego właściciela firmy, który przeszedł tę drogę, ile go kosztowała darmowa strona, a usłyszysz „nic”. Zapytaj potem, ile wieczorów przy niej spędził, i policz to razem.
Realny czas na złożenie sensownej strony w kreatorze to 20 do 40 godzin: wybór szablonu, dopasowanie sekcji, przycinanie zdjęć, walka z układem, który rozjeżdża się na telefonie, i najtrudniejsza część, czyli napisanie tekstów o własnej firmie. Przy jednym wieczorze w tygodniu robi się z tego półtora miesiąca. Jeśli Twoja godzina pracy jest warta 80 zł, sam czas kosztował Cię od 1600 do 3200 zł. Rozpisałem tę drogę ze wszystkimi etapami w tekście jak zrobić stronę internetową samemu.
Drugi ukryty koszt pojawia się w momencie, w którym strona zaczyna Ci się podobać. Wtedy chcesz zdjąć reklamy platformy i podpiąć własną domenę, bo firma.wixsite.com na fakturze wygląda źle. Obie te rzeczy są w planie płatnym i na tym polega cały model: darmowy plan to wersja demonstracyjna, która ma Cię doprowadzić do abonamentu. Plan z własną domeną i bez reklam kosztuje u dużych kreatorów zwykle 400 do 1200 zł rocznie, bezterminowo.
Trzeci koszt to wszystko, czego darmowa strona nie robi: nie zbiera zapytań w sposób, któremu ufasz, nie pokazuje statystyk, nie daje poczty na własnej domenie. Każdą z tych rzeczy dokładasz później osobno.
Jak to wygląda z drugiej strony ekranu
Twój klient nie analizuje planów cenowych kreatorów. Widzi natomiast adres w pasku przeglądarki i baner z cudzą reklamą, a na tej podstawie robi to samo, co robisz Ty, wybierając wykonawcę: szacuje, czy ma do czynienia z firmą, która działa poważnie. Przy zleceniu za 200 zł to bez większego znaczenia. Przy zleceniu na kilkanaście tysięcy, przy podpisaniu umowy na stałą obsługę albo przy przetargu w małej gminie, subdomena kreatora działa przeciwko Tobie mocniej, niż większość ludzi zakłada.
Google jest w tej sprawie mniej emocjonalne, ale też nie neutralne. Wyszukiwarka indeksuje subdomeny platform bez problemu i sam adres nie jest karą. Za to wszystko, co zwykle idzie w komplecie z darmowym planem, już Twoje pozycje obniża: wolne ładowanie napakowanych szablonów, cienka treść, brak spójności danych firmy między stroną a wizytówką Google, brak własnej domeny, na której latami budowałbyś rozpoznawalność. W wynikach lokalnych, gdzie i tak walczysz z pięcioma firmami z tego samego miasta, to wystarczy, żeby wypaść z pierwszej trójki.
Czyja jest ta strona
Pytanie brzmi banalnie, dopóki nie trzeba na nie odpowiedzieć w praktyce. Na darmowym planie nie masz domeny (jest cudza), nie masz hostingu (jest cudzy), nie masz kodu (najczęściej nie da się go pobrać) i nie masz gwarancji ciągłości, bo regulamin platformy zmienia się bez Twojego udziału. Jeśli usługa zniknie albo Twoje konto zostanie zablokowane po automatycznej weryfikacji, tracisz wszystko naraz: adres, treści i pozycje w Google, na które pracowałeś dwa lata.
Dlatego przy każdej stronie firmowej, płatnej czy nie, warto zacząć od jednej rzeczy: własnej domeny zarejestrowanej na Twoje dane. Ona jest Twoja i zostaje z Tobą przy każdej przeprowadzce, niezależnie od tego, gdzie stoi sama strona. Jak ją dobrze wybrać, opisałem w osobnym poradniku: jak wybrać domenę dla firmy.
Kiedy darmowa strona jest dobrym wyborem
Teraz uczciwa druga strona, bo istnieje kilka sytuacji, w których darmowy plan wygrywa z każdą płatną opcją.
- Testujesz pomysł na biznes i chcesz sprawdzić, czy ktokolwiek zadzwoni, zanim zarejestrujesz działalność.
- Prowadzisz projekt niekomercyjny: koło gospodyń, drużynę, hobby, blog, który ma dziesięciu czytelników i nie ma zarabiać.
- Potrzebujesz jednej strony na konkretne wydarzenie, które za miesiąc się skończy.
- Jesteś na etapie, na którym każde 249 zł jest naprawdę potrzebne gdzie indziej, a strona to jedyny sposób, żeby mieć cokolwiek w sieci przez najbliższy kwartał.
W tych przypadkach zerowa cena robi dokładnie to, co ma robić: pozwala sprawdzić kierunek bez wydatku. Warto tylko z góry ustalić sobie moment, w którym prowizorka przestaje wystarczać. Zwykle jest nim pierwszy klient, który mówi „szukałem Was w Google i nie mogłem znaleźć”.
Kiedy przepłacasz czasem zamiast pieniędzy
Granica przebiega tam, gdzie strona przestaje być eksperymentem, a staje się narzędziem sprzedaży. Jeśli klienci szukają Twojej usługi lokalnie, decydują na podstawie tego, co znajdą w Google, a konkurencja z sąsiedniej ulicy ma porządną stronę i zbiera opinie, to darmowa wersja kosztuje Cię nie złotówki, tylko telefony, których nie odbierzesz.
Policz to na chłodno. Trzydzieści godzin przy kreatorze, potem 500 zł rocznie za plan bez reklam, potem kolejne wieczory przy każdej zmianie cennika. Po dwóch latach masz w to włożone kilka tysięcy złotych razem z własną pracą, stronę, której nie możesz zabrać, i wciąż niepewność, czy dobrze wygląda na telefonie. Widełki wszystkich dróg, od 0 zł do kilkunastu tysięcy w agencji, rozpisałem w tekście ile kosztuje strona internetowa dla firmy.
Trzecia droga: raz zapłacone, gotowe
Między „za darmo, ale zrób wszystko sam” i „agencja za kilka tysięcy” jest opcja, której przez lata po prostu nie było: ktoś inny robi stronę za Ciebie, a Ty płacisz raz.
Tak działa Sitario. Opisujesz firmę w formularzu, który zajmuje około dziesięciu minut i pyta o rzeczy, które znasz na pamięć: czym się zajmujesz, dla kogo pracujesz, jakie usługi mają być na stronie. System pisze teksty pod Twoją branżę, projektuje układ, dobiera kolory i ikony, składa całość i publikuje. Gotową stronę oglądasz w podglądzie, zanim cokolwiek trafi na Twoją domenę, a jeśli jej nie zaakceptujesz, dostajesz zwrot całej płatności. Pakiet Start kosztuje 249 zł jednorazowo i ma w środku pierwszy rok hostingu, certyfikat SSL, formularz kontaktowy z załącznikami, opinie Google i edytor do samodzielnych zmian. Od drugiego roku odnowienie to 149 zł rocznie. Domenę rejestrujemy na Twoje dane, a kompletne źródła strony pobierzesz w każdej chwili.
Kiedy to nie jest dla Ciebie? Jeśli potrzebujesz sklepu, portalu z kontami użytkowników albo rezerwacji spiętej z kasą, to zadanie dla agencji i żaden generator jej nie zastąpi. Jeśli lubisz sam projektować, kreator da Ci więcej zabawy. A jeśli prowadzisz projekt bez budżetu, wróć do listy z sekcji o darmowych planach: ona nie jest kurtuazją. Porównanie kreatora z gotową stroną, z rachunkiem godzin, znajdziesz w tekście Wix czy strona done-for-you.
Podsumowanie
Darmowa strona internetowa nie jest ani oszustwem, ani okazją. Jest wersją demonstracyjną: świetną jako test pomysłu, słabą jako wizytówka firmy, która zarabia na klientach z Google. Płacisz za nią subdomeną, cudzą reklamą nad ofertą, brakiem własności i swoim czasem, a ten ostatni koszt przewyższa cenę gotowej strony już w pierwszym miesiącu.
Zrób prosty rachunek, zanim klikniesz „zacznij za darmo”: pomnóż liczbę wieczorów, które chcesz na to poświęcić, przez wartość swojej godziny, i dopiero tę kwotę porównaj z ceną strony zrobionej za Ciebie. Dla większości małych firm usługowych decyzja przestaje wtedy być kwestią budżetu i staje się kwestią tego, czym wolisz się zajmować w czwartkowy wieczór.