S Sitario
EN
Wszystkie artykuły

Portal z ogłoszeniami czy własna strona? Jak policzyć, ile kosztuje Cię jedno zapytanie

porownaniaporadnik

Zapytanie przychodzi o 21:40. Klientka chce wymienić instalację w mieszkaniu na Bemowie, termin w przyszłym tygodniu, metraż podany, zdjęcie łazienki w załączniku. Odpisujesz w cztery minuty, bo wiesz, że ten sam kontakt kupiło jeszcze czterech wykonawców i realną szansę ma ten, który odezwie się pierwszy. Rano dowiadujesz się, że ktoś zaproponował osiemset złotych mniej. Za kontakt zapłaciłeś, zlecenia nie ma.

Portale z ogłoszeniami działają i dlatego korzysta z nich tyle firm usługowych. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy zostają jedynym źródłem zleceń, bo wtedy koszt zdobycia klienta rośnie razem z liczbą konkurentów, a Ty nie masz żadnego kanału, który należy do Ciebie. Ten tekst nie namawia do rzucenia portali. Namawia do policzenia, ile naprawdę kosztuje Cię jeden klient, i do zastanowienia się, co warto postawić obok.

Co portale robią naprawdę dobrze

Portal daje jedną rzecz, której nie da żadna nowa strona: zapytania od pierwszego dnia. Rejestrujesz się w środę, w czwartek masz trzy kontakty. Nie musisz nic pisać, nie czekasz na Google, nie budujesz widoczności miesiącami. Dla firmy, która dopiero startuje albo wchodzi w nowe miasto, to rozsądny sposób na sprawdzenie, czy popyt w ogóle istnieje i za ile ludzie są gotowi kupić.

Druga zaleta bywa niedoceniana. Portal pokazuje Ci rynek w formie, którą da się porównywać: jakie prace zlecają ludzie w okolicy, w jakich budżetach, o co pytają najczęściej. To darmowy research, który potem przenosisz do opisów usług i do tematów bloga. Jeżeli przez pół roku dostajesz dwadzieścia zapytań o wymianę pionów w blokach z lat siedemdziesiątych, wiesz już, o czym powinna mówić Twoja strona główna.

Gdzie zaczyna się rachunek

Mechanika jest wszędzie podobna, niezależnie od nazwy: płacisz za kontakt, nie za zlecenie. Czasem w punktach lub kredytach, czasem abonamentem z limitem zapytań, czasem prowizją liczoną od wartości pracy. Skutki są cztery i warto je znać, zanim doładujesz konto kolejny raz.

Ten sam lead trafia do kilku firm naraz. Klient dostaje pięć ofert w ciągu godziny i porównuje je głównie ceną, bo nic innego o Was nie wie: żadnych realizacji, żadnej historii, żadnych twarzy. Do tego płacisz również za kontakty puste, czyli takie, które nigdy nie odbiorą telefonu, i za osoby zbierające wycenę do banku. Tej części kosztu nie zobaczysz w żadnym cenniku.

Trzecia sprawa jest poważniejsza, bo dotyczy dorobku. Opinie, historia współpracy i pozycja w rankingu zostają na portalu. Kiedy portal podniesie stawki albo zmieni algorytm dystrybucji zapytań, zaczynasz praktycznie od zera i nie masz gdzie się przenieść z pięcioma latami dobrej roboty. To ten sam mechanizm, który opisywaliśmy przy fanpage’u zamiast strony internetowej, tylko tutaj dodatkowo płacisz abonament za bycie na cudzej działce.

Czwarta rzecz dzieje się w Google. Wpisz swoją usługę i miasto: w pierwszej dziesiątce prawie na pewno zobaczysz portale i katalogi. Ruch, który mógłby trafiać wprost do Ciebie, przechodzi przez pośrednika i jest odsprzedawany kilku firmom naraz.

Policz swój koszt jednego zlecenia

Większość rozmów o portalach kończy się na wrażeniach („drogo”, „kiedyś było lepiej”). Wrażenia zamień na dwie liczby. Weź ostatni kwartał i policz.

Co liczyszSkąd wziąć liczbęPrzykład: firma remontowa
Wydatek na portal, 3 miesiącehistoria płatności1800 zł
Opłacone kontaktypanel portalu60
Z tego zamienione w zlecenieTwój kalendarz i faktury7
Koszt jednego kontaktuwydatek podzielony przez kontakty30 zł
Koszt jednego ZLECENIAwydatek podzielony przez zlecenia257 zł
Czas na obsługę zapytań10 min na kontakt, 60 kontaktów10 godzin

Sama liczba 257 zł nic nie znaczy, dopóki nie zestawisz jej z marżą. Przy remoncie łazienki za dwadzieścia tysięcy to świetna cena za klienta. Przy wymianie baterii za dwieście pięćdziesiąt złotych pracujesz za darmo i jeszcze dopłacasz. Policz też te dziesięć godzin, bo one wypadły z Twojego wieczoru, nie z budżetu reklamowego.

Teraz druga strona rachunku. Własna strona to koszt jednorazowy plus utrzymanie, które nie rośnie razem z liczbą zapytań. W modelu done-for-you strona kosztuje 249 zł razem z pierwszym rokiem hostingu, a od drugiego roku odnowienie zaczyna się od 149 zł rocznie. Pełne widełki rynkowe, od kreatora po agencję, rozpisaliśmy we wpisie o tym, ile kosztuje strona internetowa dla firmy. Różnica polega na tym, że przy stronie trzydzieste zapytanie w miesiącu kosztuje tyle samo co pierwsze, czyli zero.

Co dostajesz po jednej i po drugiej stronie

Portal z ogłoszeniamiWłasna strona
Pierwsze zapytaniaw kilka dnizwykle po 1 do 3 miesięcy
Model kosztuza każdy kontakt, rośnie z konkurencjąjednorazowo plus odnowienie
Kto ma relację z klientemportalTy
Konkurencja przy jednym zapytaniuzwykle 3 do 6 firmzwykle tylko Ty
Opinie i dorobekzostają na portaluTwoje, na Twojej domenie
Pozycja w Googlerankuje portalpracujesz na własne wyniki
Główne ryzykozmiana stawek i zasad z dnia na dzieńbrak treści i brak opinii

Zwróć uwagę na ostatni wiersz. Ryzyko przy własnej stronie też istnieje, tylko leży po Twojej stronie i da się nim sterować. Ryzyko przy portalu leży po stronie firmy, która nie musi Cię o niczym uprzedzać.

Uczciwie: strona nie zacznie działać w poniedziałek

Tu jest miejsce, w którym większość tekstów o „uniezależnieniu się od portali” zaczyna kłamać. Nowa strona nie daje telefonów następnego dnia. Indeksacja to kwestia dni, pierwsze wejścia z fraz długiego ogona pojawiają się po kilku tygodniach, a sensowne pozycje lokalne budują się miesiącami. Rozpisaliśmy to na osi czasu we wpisie o tym, kiedy strona zacznie przynosić klientów.

Wniosek jest prosty. Nie wyłączaj portalu w dniu publikacji strony, tylko potraktuj oba kanały jak zachodzące na siebie zmiany. Portal przykręcasz dopiero wtedy, gdy w statystykach widzisz telefony i formularze przychodzące bezpośrednio.

Układ, który sprawdza się najczęściej

Firmy usługowe, które wychodzą z pułapki jednego kanału, mają zwykle ten sam zestaw. Wizytówka Google, bo jest darmowa, pokazuje Cię na mapie i zbiera opinie. Własna strona, czyli adres, na który wskazujesz z wizytówki, z faktury, z oklejonego auta i z każdej rozmowy. Portal zostaje jako zawór: włączasz go mocniej w martwym sezonie, przykręcasz, gdy kalendarz się zapełnia.

Jeśli zastanawiasz się, czy sama wizytówka nie załatwi sprawy, porównaliśmy jedno z drugim we wpisie o tym, co wybrać: wizytówkę Google czy stronę internetową. W skrócie: wizytówka wygrywa mapę, strona wygrywa moment, w którym klient chce sprawdzić, czy naprawdę robisz to, czego szuka.

Kiedy sam portal wystarczy

Nie każdemu strona jest potrzebna i szkoda Twoich pieniędzy na wydatek, który nic nie zmieni. Zostań przy portalu, jeżeli:

  • masz kalendarz zapełniony na dwa miesiące do przodu i nie chcesz więcej zleceń, tylko lepsze;
  • pracujesz jako podwykonawca dla większych firm, a klient końcowy w ogóle Cię nie szuka;
  • Twoja usługa jest jednorazowa i kupowana wyłącznie ceną, bez wyboru wykonawcy;
  • testujesz nową usługę przez kwartał i najpierw chcesz zobaczyć, czy ktokolwiek o nią pyta.

W dwóch ostatnich przypadkach portal jest wręcz lepszym narzędziem niż strona, bo daje szybką odpowiedź na pytanie o popyt. Wracasz do tematu strony wtedy, gdy odpowiedź brzmi „tak”.

Co robi strona, kiedy już stoi

W Sitario zamówienie wygląda tak: opisujesz firmę w formularzu, po około godzinie oglądasz gotową stronę i dopiero wtedy decydujesz, czy ją bierzesz. Nie zaakceptujesz, dostajesz zwrot pieniędzy. Strona kosztuje 249 zł jednorazowo, w cenie jest pierwszy rok hostingu, a domenę rejestrujemy na Twoje dane, więc od pierwszego dnia jest Twoja.

Po publikacji zaczyna się część, z którą portale nie mają jak konkurować. Formularz wysyła zapytania na Twój e-mail i odkłada je w panelu, żeby żadne nie zginęło w spamie. Statystyki liczą leady od pierwszego dnia: wysłane formularze, kliknięcia w numer telefonu i w adres e-mail. Autoblog pisze artykuły o tym, czego ludzie faktycznie szukają w Twojej branży, a raz w tygodniu w panelu czeka krótkie podsumowanie po polsku, co się wydarzyło i co z tego wynika. Analityk AI odpowiada na pytania o stronę i wprowadza poprawki jednym kliknięciem.

To nie znaczy, że strona zastąpi portal w miesiąc. Znaczy, że po roku proporcje wyglądają zupełnie inaczej: płacisz raz za kanał, który pracuje dalej sam, zamiast dokładać do każdego kontaktu osobno.

Co zrobić w tym tygodniu

Zacznij od liczb, nie od decyzji. Wejdź w historię płatności portalu, weź ostatni kwartał i wypełnij tabelę z połowy tego tekstu: wydatek, opłacone kontakty, zamknięte zlecenia. Zobaczysz koszt jednego klienta, który do tej pory rozmywał się w drobnych doładowaniach.

Potem wpisz w Google swoją usługę razem z nazwą miasta i policz, ile pozycji na pierwszej stronie zajmują portale. Jeżeli wszystkie, wiesz już, dokąd trafiają Twoi klienci, zanim trafią do Ciebie. Decyzję podejmij dopiero z tymi dwiema liczbami przed sobą, bo wtedy przestaje to być kwestia opinii.