Kiedy przebudować stronę firmową? Sześć sygnałów, że stara przestała pracować
Strona stoi od czterech lat i nikt jej nie rusza. Zrobił ją znajomy informatyk albo agencja z sąsiedniego miasta, dostałeś plik z hasłami i na tym się skończyło. Cennik w zakładce „Oferta” pochodzi sprzed dwóch podwyżek, jedno ze zdjęć pokazuje lokal przed remontem, a telefonów z internetu jest mniej niż kiedyś. Tylko czy to wina strony, czy po prostu rynku?
Pytanie „przebudować czy zostawić” ma sens dopiero wtedy, gdy zaczniesz od stanu faktycznego, a nie od wrażenia. Poniżej sześć sygnałów, które sprawdzisz sam w kwadrans, uczciwa granica między poprawką a nową stroną, i lista rzeczy, których nie wolno zgubić po drodze.
Sześć sygnałów, że strona przestała pracować
Pierwszy sprawdzisz w dziesięć sekund. Otwórz własną stronę na telefonie, tak jak robi to klient. Jeśli musisz szczypać palcami, żeby przeczytać ofertę, przewijasz w bok, a numeru telefonu nie da się kliknąć, tracisz większość ruchu, bo lokalni klienci szukają usług na telefonie, nie przy biurku. Jak to zweryfikować bez narzędzi dla programistów, opisaliśmy w tekście o stronie na telefonie.
Drugi objaw widać poza domem, na słabszym zasięgu. Policz w głowie, ile trwa, zanim pojawi się pierwsza treść. Trzy sekundy to granica, po której ludzie wracają do wyników wyszukiwania i klikają w konkurenta. Powodem bywa ciężki motyw sprzed lat, galeria zdjęć wgranych prosto z aparatu albo kilkanaście wtyczek, z których połowa nic już nie robi. Temat rozwijamy we wpisie o szybkości strony firmowej.
Trzeci sygnał jest najbardziej wstydliwy i najczęstszy: treść rozminęła się z firmą. Oferujesz dziś trzy usługi, których na stronie nie ma, a wciąż reklamujesz tę, której nie robisz od 2023 roku. Klient, który dzwoni z pytaniem o coś, czego już nie świadczysz, to zmarnowany telefon po obu stronach.
Czwarty poznasz po ciszy. Wpisujesz swoją usługę i miasto w Google, przewijasz pierwszą stronę wyników i nie widzisz siebie. Wpisujesz nazwę firmy i owszem, jesteś, ale to znaczy tylko tyle, że znajdują Cię ci, którzy już Cię znają. Strona, która łapie wyłącznie ruch brandowy, nie przynosi nowych klientów, tylko obsługuje starych.
Piąty odkrywasz w momencie, gdy chcesz coś zmienić. Podniosłeś ceny i okazuje się, że aktualizacja cennika wymaga maila do wykonawcy, dwóch dni czekania i faktury na 150 zł. Strona, której nie umiesz poprawić sam, z każdym miesiącem oddala się od rzeczywistości. Jak to wygląda po drugiej stronie, pokazujemy we wpisie o edytowaniu strony bez WordPressa.
Szósty to sytuacja, w którą wpada więcej firm, niż się przyznaje: wykonawca przestał odbierać, domena jest zarejestrowana na jego dane, a hasła do hostingu przepadły razem z jego skrzynką. Tu decyzja właściwie zapadła bez Ciebie, bo strony, do której nie masz dostępu, nie da się rozwijać.
Poprawka czy nowa strona? Prosta granica
Nie każdy z tych sygnałów oznacza przebudowę. Część rzeczy naprawia się w godzinę i szkoda na nie budżetu.
| Co widzisz | Zwykle wystarczy poprawka | Lepiej wyjdzie nowa strona |
|---|---|---|
| Nieaktualny cennik, godziny, zdjęcia | tak, jeśli masz dostęp do edycji | tylko gdy dostępu nie masz |
| Brak zakładki dla nowej usługi | tak, dopisanie podstrony | gdy struktura jest tak sztywna, że nic się nie da dodać |
| Wolne ładowanie | czasem, gdy problem to duże zdjęcia | gdy strona stoi na przestarzałym silniku i wtyczkach |
| Zły wygląd na telefonie | rzadko | tak, brak responsywności to zwykle przebudowa od podstaw |
| Zero wejść z Google | tak, jeśli brakuje treści pod usługi i miasto | gdy nie da się dodać treści ani zmienić adresów podstron |
| Brak dostępów, zniknięty wykonawca | nie | tak, wraz z odzyskaniem domeny |
Reguła kciuka jest prostsza, niż się wydaje. Wypisz na kartce wszystko, co chcesz naprawić, i zapytaj wykonawcę o wycenę tej listy. Jeśli suma poprawek zbliża się do połowy ceny nowej strony, przebudowa jest tańsza, bo daje też nowy silnik, świeże treści i kolejne lata bez łatania. Widełki cen w różnych modelach zestawiliśmy we wpisie ile kosztuje strona internetowa dla firmy.
Co koniecznie zabrać ze starej strony
Przebudowa to nie jest wyprowadzka z pustego mieszkania. Na starej stronie zostaje majątek, którego nie odbudujesz w tydzień.
- Domena. Adres, który Google zna od lat, ma wartość samą w sobie. Zmieniasz stronę, nie adres.
- Treści, które już przynoszą wejścia. Sprawdź w Google Search Console, które podstrony wyświetlają się najczęściej, i przenieś je w całości, nawet jeśli wyglądają skromnie.
- Opinie i referencje. Zdjęcia zrzutów opinii, cytaty z podpisem, liczba obsłużonych firm. To dowód, którego nowa strona nie ma.
- Zdjęcia realizacji. Zwłaszcza te sprzed lat, których już nie odtworzysz, bo tamten remont dawno się skończył.
- Wpisy blogowe, jeśli jakieś powstały. Nawet stary tekst, który łapie kilka wejść miesięcznie, jest wart więcej niż pusta zakładka „Aktualności”.
Przekierowania, czyli miejsce, w którym najczęściej ginie ruch
Tu wpadają nawet doświadczone firmy. Nowa strona zwykle ma inne adresy podstron: było /uslugi/naprawa-pieca, jest /oferta/serwis-pieca. Dla Ciebie to kosmetyka, dla Google to zniknięcie starego adresu i pojawienie się nowego, bez żadnego związku między nimi. Efekt widać po dwóch tygodniach: pozycje spadają, a Ty zastanawiasz się, czy nowa strona nie była błędem.
Rozwiązanie nazywa się przekierowanie 301 i sprowadza się do listy par „stary adres, nowy adres”, którą wykonawca wgrywa przy publikacji. Google przenosi wtedy dorobek starego adresu na nowy. Zanim zaakceptujesz nową stronę, poproś o dwie rzeczy: listę adresów podstron starej wersji i potwierdzenie, że przekierowania są ustawione. Jeśli wykonawca reaguje zdziwieniem, masz odpowiedź, z kim rozmawiasz.
Ile to kosztuje i ile trwa
W agencji przebudowa kosztuje tyle, co nowa strona, czyli zwykle od trzech do kilkunastu tysięcy złotych, a trwa od dwóch tygodni do kilku miesięcy. Największym kosztem nie jest jednak faktura, tylko Twój czas: brief, zbieranie zdjęć, pisanie tekstów o własnej firmie, rundy poprawek.
Samodzielna przebudowa na kreatorze to koszt rzędu kilkuset złotych rocznie i weekend do kilku tygodni pracy, zależnie od tego, jak szybko poradzisz sobie z tekstami. Model done-for-you skraca to do formularza: opisujesz firmę przez około dziesięć minut, a gotową stronę oglądasz mniej więcej godzinę później.
W Sitario wygląda to tak, że płacisz dopiero po obejrzeniu gotowej strony. Pakiet Start kosztuje 249 zł jednorazowo razem z pierwszym rokiem hostingu, odnowienie od drugiego roku to 149 zł rocznie, a domena jest rejestrowana na Twoje dane, więc zostaje Twoja niezależnie od tego, co zrobisz później. Jeśli gotowej strony nie zaakceptujesz, dostajesz zwrot całej wpłaty. Po starcie strona pracuje dalej: pisze wpisy o tym, czego ludzie realnie szukają w Google, i raz w tygodniu podsumowuje w panelu, co z tego wynika.
Dla kogo ta droga NIE jest
Jeżeli przebudowa ma dołożyć koszyk i płatności, system rezerwacji z kalendarzem, konto klienta albo integrację z Twoim programem magazynowym, done-for-you nie jest właściwym wyborem. To zakres dla agencji i takiego wdrożenia nie zastąpi żaden generator. Podobnie gdy strona ma kilkaset podstron albo rozbudowaną wersję obcojęzyczną z osobną strukturą.
Czego nie robić przy przebudowie
Nie zmieniaj domeny bez powodu. Nowa, ładniejsza nazwa kosztuje kilkanaście złotych, ale odbudowa pozycji trwa miesiącami. Rób to tylko wtedy, gdy stara domena jest naprawdę nie do uratowania, na przykład zawiera nazwę usługi, której już nie świadczysz.
Nie kasuj starych wpisów blogowych „bo są nieaktualne”. Lepiej je zaktualizować i zostawić pod tym samym adresem. I nie zaczynaj od wyglądu: strona, która wygląda nowocześnie, a nadal nie mówi, co robisz, dla kogo i w jakim mieście, będzie milczeć tak samo jak poprzednia.
Kwadrans, który podejmie decyzję za Ciebie
Zanim zadzwonisz do kogokolwiek po wycenę, zrób ten przegląd sam:
- Otwórz stronę na telefonie i spróbuj z niej zadzwonić.
- Policz sekundy do pojawienia się pierwszej treści.
- Wpisz w Google swoją usługę i miasto, potem samą nazwę firmy.
- Sprawdź cennik i godziny otwarcia. Zgadzają się z rzeczywistością?
- Spróbuj zmienić jedno zdanie na stronie. Umiesz? Ile to zajmuje?
- Sprawdź w bazie WHOIS albo u rejestratora, na kogo zarejestrowana jest domena.
Trzy odpowiedzi „nie” i temat przestaje być kwestią gustu. Przebudowa nie jest wtedy wydatkiem na estetykę, tylko naprawą narzędzia, które miało przynosić telefony i przestało to robić.