sitario
EN
Wszystkie artykuły

Strona dla kwiaciarni: jak sprzedawać bukiety, gdy klient szuka na ostatnią chwilę

poradnikbranze

Jest wtorek, 16:40. Ktoś wychodzi z biura, przypomina sobie, że teściowa ma imieniny, i wpisuje w telefon „kwiaciarnia Piaseczno”. Ma osiem minut na decyzję, bo o 17:15 musi być w domu z kwiatami. Nie przeczyta akapitu o pasji do florystyki od 1998 roku. Sprawdza trzy rzeczy: czy jesteście jeszcze otwarci, gdzie dokładnie stoi lokal i czy zdąży. Jeśli nie znajdzie tego w pierwszych sekundach, wraca do wyników i wchodzi do kwiaciarni dwie ulice dalej.

Druga grupa klientów wygląda inaczej. Ktoś zamawia wiązankę na pogrzeb w czwartek, ktoś pyta o dekorację sali na sierpniowy ślub, a firma z sąsiedniego biurowca chce świeże kwiaty na recepcję co poniedziałek. Ci ludzie mają czas, czytają i porównują. Strona kwiaciarni musi obsłużyć oba te zachowania na raz, i to jest cała sztuka: pierwszy ekran dla człowieka w pośpiechu, głębsze podstrony dla kogoś, kto planuje.

Pierwszy ekran: do której otwarte i czy dowieziecie dzisiaj

W tej branży najważniejsza informacja na stronie nie jest o kwiatach. To godziny otwarcia, adres i jedno zdanie o dostawie tego samego dnia. Wpisz je u samej góry, dużą czcionką, bez chowania w stopce.

Godziny podaj uczciwie i w rozbiciu na dni, razem z niedzielami handlowymi i wyjątkami w sezonie. Jeśli 31 października pracujecie do 20:00, a w Wielką Sobotę do 14:00, napiszcie to wprost przy okazji, której dotyczy. Przy dostawie podajcie trzy liczby: do której przyjmujecie zamówienia na dzisiaj (na przykład do 15:00), w jakim promieniu dowozicie i ile to kosztuje. Zdanie „dostawa na terenie miasta, zamówienia do 15:00 realizujemy tego samego dnia, 20 zł” zamyka temat, który inaczej skończyłby się telefonem albo porzuceniem strony.

Numer telefonu musi być klikalny. Większość wejść na stronę kwiaciarni to telefony, a człowiek, który przepisuje numer z ekranu, często wraca do Google.

Zdjęcia własnych bukietów i widełki cen

Stockowe zdjęcie czerwonych róż na białym tle znaczy dokładnie tyle samo u Was, co u konkurencji, bo klient widział je już trzy razy w tej samej sesji szukania. Pracuje za Was tylko to, co naprawdę wyszło z Waszej pracowni.

Rób zdjęcia telefonem, przy oknie, zawsze z tej samej strony: bukiet na stole przed zapakowaniem, ten sam bukiet w papierze, kompozycja w naczyniu, wiązanka pogrzebowa, dekoracja stołu na weselu. Dwadzieścia takich kadrów robi więcej niż profesjonalna sesja raz na trzy lata, bo pokazują, co klient dostanie w tym tygodniu i z jakich kwiatów. Jak ustawiać takie zdjęcia, żeby nie wyglądały jak katalog, opisaliśmy osobno przy zdjęciach na stronę firmową.

Przy każdym zdjęciu podaj widełki. Kwiaciarnie bronią się przed tym, bo ceny zmieniają się z sezonem i dostawą, ale „wycena indywidualna” przy bukiecie na imieniny odstrasza więcej osób, niż chroni marżę.

Co klient widzi na stroniePrzykładowe widełki
Bukiet okolicznościowy z kwiatów sezonowych80-130 zł
Bukiet premium (storczyki, piwonie w sezonie)160-280 zł
Kompozycja w naczyniu lub koszu120-220 zł
Wiązanka pogrzebowaod 180 zł
Wieniecod 350 zł
Dostawa w granicach miasta20 zł

Jedno zdanie pod tabelą zabezpiecza sprawę: ceny zależą od dostępności kwiatów w danym tygodniu, dokładną kwotę potwierdzamy przy zamówieniu. Klient nie szuka gwarancji ceny, tylko informacji, czy wchodzi do kwiaciarni za sto złotych, czy za trzysta.

Sezon to osobne podstrony, nie jedna zakładka „Okazje”

Zapotrzebowanie w kwiaciarni jest skokowe i każdy szczyt ma inne frazy w Google. Przed Wszystkimi Świętymi ludzie szukają chryzantem i wiązanek, w lutym jednodniowo eksploduje temat walentynek, w maju wracają Dzień Matki i komunie, a wrzesień to pierwsze pytania o wesela na kolejny rok.

Jedna zakładka „Okazje” nie złapie żadnego z tych szczytów. Zrób po jednej podstronie na najmocniejsze okazje, z własnymi zdjęciami z poprzedniego roku, widełkami i terminem przyjmowania zamówień. Taka podstrona ma sens przez cały rok: Google potrzebuje czasu, żeby ją poznać, więc tekst o Dniu Matki napisany w marcu zadziała dopiero w maju, i właśnie dlatego trzeba go napisać w marcu. Cały mechanizm planowania pod skoki popytu rozkładamy w tekście o sezonowości na stronie firmowej.

Przy pogrzebach i ślubach obowiązują inne zasady niż przy reszcie asortymentu. Ktoś, kto zamawia wieniec, działa w ciągu kilku godzin, w stresie i zwykle z telefonu: potrzebuje jednej podstrony z trzema wzorami, ceną od, informacją o dowozie pod kaplicę i numerem, pod którym ktoś odbierze teraz. Para szukająca florystyki ślubnej potrzebuje czegoś przeciwnego: galerii z pięciu różnych wesel, przedziałów cenowych za wiązankę, butonierkę, dekorację stołów i łuk, i zdania o tym, do kiedy przyjmujecie rezerwacje na sierpień.

Kiedy sklep internetowy to przesada

Wiele kwiaciarni odkłada stronę, bo słyszało, że musi mieć sklep z koszykiem, płatnościami i stanami magazynowymi. Dla jednego lokalu z dostawą po mieście to zwykle zbędny koszt i kłopot. Kwiat nie ma stanu magazynowego, który da się uczciwie pokazać w sklepie: w czwartek masz osiemnaście tulipanów, w piątek dwie, a zamówienie z koszyka na konkretny bukiet ze zdjęcia bywa niewykonalne.

Lepiej działa formularz zamówienia z czterema polami, których normalnie brakuje: data i godzina dostawy, adres odbiorcy, treść bileciku i budżet wybierany z listy zamiast wpisywany ręcznie. Do tego telefon do potwierdzenia. Taki formularz daje Wam zapytanie gotowe do realizacji i zostawia miejsce na to, co w kwiaciarni jest normalne, czyli „piwonii dziś nie ma, proponuję ranunculusy w tym samym przedziale”. Jak układać pola, żeby ludzie kończyli wypełnianie, pokazujemy przy formularzu kontaktowym na stronie firmowej.

Sklep z koszykiem opłaca się w dwóch sytuacjach: gdy sprzedajesz powtarzalne produkty wysyłkowe, kwiaty suszone albo zestawy upominkowe, i gdy zamówień zdalnych jest tyle, że ręczne potwierdzanie zjada pół dnia.

Biura i firmy: zamówienia, które wracają co tydzień

Najspokojniejsza część przychodu kwiaciarni nie pochodzi od klienta z ulicy. Pochodzi od hotelu, kancelarii, kliniki i restauracji, które chcą świeże kompozycje co tydzień i płacą przelewem na fakturę. Taki klient szuka inaczej: wpisuje „kwiaty do biura abonament” z nazwą miasta i sprawdza, czy firma wygląda na kogoś, kto wystawi fakturę i przyjedzie w ustalony poniedziałek.

Zrób pod to jedną podstronę. Napisz, co wchodzi w abonament (liczba kompozycji, wymiana co tydzień albo co dwa, naczynia po Waszej stronie), podaj przedział miesięczny, zaznacz fakturę z odroczonym terminem i dodaj dwa zdjęcia z podobnego wnętrza. Dołóż zdanie o dekoracjach na konferencje i otwarcia, bo to zamówienia o innej skali niż cotygodniowa wymiana. Z tej jednej podstrony potrafi przyjść klient, który zostaje na trzy lata.

Wizytówka Google i strona pracują w parze

W kwiaciarni wizytówka Google jest ważniejsza niż w większości branż, bo dokładnie na mapie zapada decyzja klienta z ostatniej chwili. Zadbaj o aktualne godziny, wyjątki świąteczne, telefon i świeże zdjęcia bukietów dodawane raz w tygodniu.

Wizytówka nie zastąpi jednak strony, bo nie pomieści podstron sezonowych, cennika, formularza z terminem dostawy i oferty dla firm. Działa jako wejście, strona jako miejsce, gdzie klient się upewnia i zamawia. Czym się różnią i czego nie da się zrobić na samej wizytówce, rozpisaliśmy w porównaniu wizytówki Google ze stroną internetową.

Dla kogo ta strona NIE jest

Jeśli prowadzisz stoisko przy cmentarzu albo punkt w galerii i cała sprzedaż jest impulsowa, z ruchu przechodzącego obok, strona niewiele zmieni. Lepiej zainwestuj w wizytówkę Google ze zdjęciami i w szyld. Podobnie przy kwiaciarni, która działa głównie jako hurt dla innych florystów: tam decydują ceny i terminy dostaw, nie ładna galeria.

Nie zamawiaj też strony, jeśli nie masz kto odbierać telefonu w godzinach, które na niej podasz. Strona z dostawą tego samego dnia i nieodebranym telefonem generuje nie zamówienia, a jednogwiazdkowe opinie.

Od czego zacząć

Wystarczy pięć miejsc: strona główna z godzinami, adresem i dostawą, galeria własnych bukietów z widełkami, dwie albo trzy podstrony sezonowe, podstrona dla firm i formularz zamówienia z datą dostawy. Resztę dołożysz w trakcie roku, obserwując, o co ludzie pytają.

W Sitario opisujesz kwiaciarnię w formularzu i po około godzinie oglądasz gotową stronę z sekcjami pod branżę: mapą dojazdu, miejscem na opinie z Google i formularzem, który zamówienia razem z załącznikami wysyła prosto na Twój e-mail. Jednorazowo 249 zł z pierwszym rokiem hostingu, odnowienie od 149 zł rocznie od drugiego roku, a płacisz po obejrzeniu gotowego efektu. Po starcie strona pracuje dalej: dostajesz podsumowanie tego, czego ludzie u Ciebie w okolicy szukali, więc podstronę o walentynkach dopisujesz w styczniu, nie w lutym, i robisz to jednym poleceniem.

Na początek zrób test, który zajmie pięć minut. Wpisz w telefonie „kwiaciarnia” z nazwą swojego miasta i sprawdź, ile sekund zajmie Ci znalezienie godzin otwarcia u trzech firm nad Tobą. Jeśli u żadnej nie widać ich od razu, właśnie znalazłeś swoją przewagę.